piątek, 6 października 2017

Viva Havana!


Nie miałam w tym roku bardzo udanych wakacji… Niestety w połowie lipca złamałam sobie nogę i przez 6 tygodni byłam całkowicie niemobilna. Także jakikolwiek wyjazd wakacyjny w tym roku nie był mi pisany :/ Teraz jestem już względnie na chodzie, ale niestety aura pogodowa daleko ma się do tej wakacyjnej. 
Postanowiłam więc odgonić nieco tę czarną chmurę, która wyrasta nad moją głową i znowu zatopić się w świat zapachów.
Bez większych przemyśleń sięgnęłam do mojego pudełka zapachowego po pierwszy wosk z brzegu. Wpadł mi w ręce Viva Havana z kolekcji Havana :)


Chociaż nigdy nie byłam na Kubie, to myśląc o tej wyspie na myśl przychodzi mi barwny ptak. Wiem, może odrobinę śmieszne skojarzenie, ale spójrzcie na zdjęcia Hawany – budynki o kolorowych fasadach, samochody ubarwione rdzawymi plamami przeżywające swoją drugą młodość oraz ludzie – opaleni i uśmiechnięci.
Zapach „na sucho” w moim odczuciu nie ujawniał od razu obecnych w nim składników. Przy pierwszym kontakcie z woskiem wyczułam nutę podobną do tej obecnej w zapachu samochodowym Leather(klik). Miałam wrażenie pewnej „skórzastości” w tym aromacie w dodatku wydał mi się nieco męski, co wcale mnie nie zraziło, bo właśnie takie aromaty lubię, trochę męskie, mające w sobie coś „surowego”.
Do kominka włożyłam cały wosk i po odpaleniu zapach okazał się bardziej pasujący do tej mieszanki „z etykietki” niż do moich wstępnych odczuć.
Po niedługiej chwili od otrzymania ciepła, od tea light’a wyczuwałam w Viva Havana więcej cynamonowo – sandałowych akcentów niż tych „skórzanych”, które zauroczyły mnie „na sucho”. Przy paleniu aromat jest delikatnie słodki, sprawia wrażenie kadzidlanego. Im dłużej się palił tym więcej nut ujawniał. Czasem był słodko karmelowy :), a czasem nieco goździkowy z dymnym tchnieniem.


Mimo zestawienia ze sobą wielu dosyć mocnych i lotnych nut, Viva Havana nie jest zbyt intensywnym zapachem, w moim odczuciu(fanki mocnych zapachów) jest średniomocny. Mimo to wypełnia całą przestrzeń i nie pozwala o sobie zapomnieć. A po wygaśnięciu tea lighta pozostaje jako tło jeszcze przez długi czas.Pozytywnie zaskoczyło mnie również to, że po trzecim odpaleniu wosku zapach był nadal tak samo dobrze wyczuwalny, jak po pierwszym odpaleniu.



Viva Havana to zapach tak zaskakujący jak Kuba. Z jednej strony surowy aromat gałki muszkatołowej i imbiru, z drugiej zaskakujące drzewo sandałowe. Gdzieś w oddali cynamon, otulony słodyczą wanilii. Nie zapomnijmy o kadzidle, przypominającym o uliczkach nadmorskiego miasta wypełnionych dymem najlepszych na świecie cygar. Tak naprawdę każdy może w tym zapachu poczuć coś innego i odkryć zupełnie inną nutę.  Myślę że przypadnie do gustu fanom Amber Moon(klik), Midnight Oasis(klik) lub Egyptian Musk(klik).

Paliliście już Viva Havana? Poprawia Wam nastrój, czy może działa na Was w zupełnie inny sposób?

środa, 13 września 2017

Tobacco Flower Yankee Candle


Barwne drobne kwiaty o cudownym zapachu, które podziwiam podczas każdych wakacji u babci – ten obrazek zupełnie nie kojarzył mi się z tytoniem, stąd moje wielkie zdziwienie, gdy na sklepowych półkach zobaczyłam kolejny z nowych zapachów. 



Jednak Yankee Candle cały czas mnie zaskakuje i pozwala dowiedzieć się czegoś nowego. I w ten sposób, dzięki kolekcji Viva! Havana dowiedziałam się jakie kwiaty rosną w babcinym przydomowym ogródku.

Z przetestowaniem Tobacco Flower długo zwlekałam. No cóż, zupełnie nie moja bajka. Kwiatowe zapachy lubię, ale z jednym wyjątkiem – jaśmin. Chyba najzwyczajniej jeszcze nie dorosłam do jego aromatu. Ale nie zmienia to faktu, że moja ciekawość wygrała i zapach, którego serce to jaśmin i kwiaty tytoniu wylądował w moim kominku. 


Przy wąchaniu pierwsze co czuję to oczywiście jaśmin. Ale nie przerażam się tym, szukam kolejnych nut. Zapach jest raczej słodki, co trochę mnie dziwi. Zupełnie nie pasuje mi to do imbiru, anyżu czy drzewa cedrowego, które również są w składzie zapachu Tobacco Flower. Całość jest bardzo wyraźna, mocna i zupełnie nie pasuje do tych delikatnych białych kwiatów, które dekorują etykietę. 
W kominku ląduje jedynie ćwiartka wosku. Już przy wąchaniu na sucho wiem, że to jeden z tych mocarzy zapachowych, więc wolę z nim nie zadzierać. Mam rację, jest bardzo intensywnie. Dosłownie kilka minut wystarcza, żeby cały pokój wypełnił się drzewno-kwiatowym aromatem, który zaczyna uciekać również do innych pomieszczeń. I dopiero podczas palenia jestem w stanie poczuć tytoń. Taki dobrze wysuszony, wykorzystywany do produkcji cygar. Wiem, że wiele osób uwielbia ten zapach, mi niestety ta dymna nuta przeszkadza. I to na tyle, że po godzinie muszę zgasić świeczkę i wywietrzyć pokój.


No niestety, mimo najszczerszych chęci, z zapachem Tobacco Flower się nie polubiliśmy. Jak dla mnie zbyt mocny. Ale wiem, że jest wiele osób, którym bardzo przypadnie on do gustu. Szczególnie polecam go uwadze miłośników Midnight Jasmine – jaśmin w trochę innym wydaniu może podbić Wasze serca. 



wtorek, 29 sierpnia 2017

Delicious Guava

W moim kominku jakiś czas temu było już owocowo, a to za sprawą Cuban Mojito. Dziś nadeszła pora na kolejny letni zapach. Zaraz sprawdzę co kryje się w wosku o kremowo-pomarańczowej barwie. Według opisu Delicious Guawa ma pozwolić mi na chwilę relaksu przy aromacie tropikalnych owoców, na czele których stoi Jej Wysokość Guawa. Zatem do dzieła :)



Zanim jeszcze miałam okazję powąchać wosk sądziłam, że Deliciuos Guava może być siostrą Mango Peach Salsa. Rzeczywiście oba zapachy zawierają mango i brzoskwinię, ale na tym kończą się ich podobieństwa. Deliciuos Guava to taki trochę sorbet - zdecydowanie lżejszy, delikatniejszy i subtelniejszy w porównaniu do Mango Peach Salsa, który opisałabym jako gęsty, owocowy mus.
Serce zapachu to aromat mango, brzoskwini i guawy. W pierwszym momencie czuć aromat dojrzałych na słońcu owoców. Żaden z nich nie wyróżnia się, ani nie dominuje. W miarę wąchania odsłania się delikatnie kwaskowa nuta guawy, która za chwilę ustępuje miejsca słodyczy mango. Niczego za dużo, niczego za mało. 


Kiedy już wiem czego spodziewać się po Delicious Guava, mogę odpalić tea light i przetestować wosk. Podczas palenia zapach jest dobrze wyczuwalny w pomieszczeniu, ale stanowi raczej tło. 
A sam aromat – przy paleniu dalej jest to taka owocowa mieszanka. Moim zdaniem w miarę palenia czuć coraz mniej kwaskowych nut, zapach staje się odrobinę słodszy, ale nie przesłodzony. Całość stanowi bardzo przyjemne zapachowe doznanie. 
Czy jeszcze wrócę do tego zapachu? Zapewne! Jestem bardzo ciekawa, jak sprawdzi się podczas jesiennych wieczorów, kiedy za oknem będzie szalał deszcz, a ja będę wspominać wakacje i marzyć o kolejnych. Myślę, że wtedy sięgnę po ten zapach.


środa, 9 sierpnia 2017

Halloween 2017- Zapowiedź


Jesień w Candle Room to oczywiście nie tylko kolekcja Fall In Love, ale również zapachy z serii Halloweenowej. W tym roku Yankee Candle postanowiło odrobinę zamieszać w kotle mrocznych aromatów dedykowanych na Wieczór Straszenia.



W skład kolekcji wchodzi rzecz jasna zapach Witches Brew(mój ulubieniec!), ale także wprowadzony w zeszłym roku Forbidden Apple i Haunted Hollow, który pojawi się w zastępstwie dyniowo – kukurydzianego Candy Corn. Mmm… mam nadzieję, że będzie godnym następcą :D,  przyznaję, że nawet odrobinę czekałam na delikatne odświeżenie Halloweenowej kolekcji Yankee.

Witches Brew – W rozgrzanym kociołku zmieszano aromatyczne goździki i korę cynamonu, dodano laskę wanilii, gałązkę paczuli, a ostatnim akcentem tego wywaru są płatki jaśminu. Ten zapach to idealny przepis na trochę grozy w ten jedyny dzień w roku...



Forbidden Apple – Zakazany owoc kusi najbardziej… Pierwszą tajemnicę tego zapachu ujawniają paczula, cedr i esencja waniliowa. Po chwili na pierwszy plan wyłania się zielone jabłko i frezja, a ostatni sekret skrywają bergamotka, gruszka i kandyzowana pigwa. I jak, odważysz się sięgnąć po ten zakazany owoc?



Haunted Hollow – W tę ciemną noc nawiedzą Was aromaty paczuli, drzewa gwajakowca i złoty bursztyn. Pogłębią je żywiczne akcenty sosny i goździków, a ostatni krzyk grozy wydadzą pikantny cynamon i pomarańcza. 



Ja już po samych opisach czuję Halloweenowy klimat, a Wy? Bardzo ciekawi mnie najnowszy zapach, bo wydaje mi się, że idealnie wpasuje się w mój „korzenny” gust.


Zapachy Witches Brew i Forbidden Apple będą dostępne w średnich słojach, samplerach i woskach, a także średnich świecach typu Pillar, natomiast Haunted Hollow będzie dostępny tylko w średnich Pillarach.


wtorek, 1 sierpnia 2017

Cuban Mojito


Ja to jednak nie mam szczęścia do pogody nad polskim morzem. Po kilku latach zdecydowałam się ponownie spędzić urlop na północy naszego kraju. Niby świeciło słońce, ale deszcz, a nawet burze nie dawały o sobie zapomnieć. W sobotę wróciłam i co? Fala upałów nad Polską. 

Chociaż wróciłam już do pracy, to przecież wakacje nadal trwają. Więc należy je wykorzystywać. Dlatego dzisiejsze popołudnie spędzam na swoim tarasie, ze szklanką napoju w jednej i książką w drugiej ręce.


Czegoś mi jednak brakuje. Może warto by tak wspaniałe i leniwe popołudnie jakoś ukoronować?Szybka decyzja odnośnie zapachu, tea light zapalony i wosk ląduje w kominku. Mój dzisiejszy wybór – Cuban Mojito. 


Dlaczego właśnie ten zapach? Po pierwsze nowość jeszcze go nie testowałam. Po drugie etykieta… Chyba pójdę do sąsiadki po miętę i zamienię swoją wodę na coś bardziej zdecydowanego. Ale to za chwilę. Teraz Cuban Mojito w wosku i moja opinia na jego temat.

Na sucho zapach przypomina mi odrobinę Vanilla Lime – jest tu zarówno limonka jak i wanilia. Jednak wybrany przeze mnie wosk jest mniej słodki, bardziej orzeźwiający, zapewne za sprawą mięty. No cóż, bez wyniosłych opisów – pachnie dokładnie jak mojito. 

A podczas palenia? No cóż, nie należy on raczej to grona tych bardzo mocnych. Powiedziałabym, że raczej stanowi tło. Nie wiem na ile to intensywność zapachu, a na ile wpływ ma na to delikatny wietrzyk, który nareszcie się pojawił . Na pierwszy plan wychodzi limonka i mięta, dzięki czemu zapach staje się jeszcze bardziej orzeźwiający, a nawet delikatnie ostry. Wanilii, a tym bardziej cukru trzcinowego ja nie wyczuwam.

Może Wy macie inne odczucia przy paleniu tego zapachu, podzielcie się nimi. Ale jak dla mnie, pierwszy zapach z kolekcji Viva Havana to bardzo przyjemne doznanie zapachowe. Zapewne wrócę do niego jeszcze nie raz. Ciekawe jak sprawdzą się kolejne. 

środa, 26 lipca 2017

Wakacyjne podróże ...


Wakacje w pełni, więc najwyższa pora wyruszyć w podróż. Uwielbiam odwiedzać inne kraje, poznawać ludzi, ich tradycje i oczywiście smakować regionalnych przysmaków.

Tym razem udało mi się zwiedzić odległy kraj, nie wydając nawet złotówki na bilet lotniczy, hotel czy też taksówkę. W bardzo prosty sposób znalazłam się w kraju nazywanym żartobliwie El Caiman, co po hiszpańsku znaczy aligator.

Tak, tak, jestem w pachnącej cygarami i socjalizmem Republice Kuby. Oczywiście tylko tak trochę tam jestem, bo póki co siedzę w swoim pokoju i patrzę na cztery woski.




Viva! Havana to cztery nowe zapachy Yankee Candle, dedykowane na lato 2017. To właśnie ta pełna kolorów kolekcja przenosi na jedną z wysp Morza Karaibskiego, pełną starych, amerykańskich samochodów.

Jakie atrakcje są przewidziane? W planach mam spacer zabytkową starówką. Już wyobrażam sobie, jak przechadzając się wąskimi, kolorowymi uliczkami mijam otulone dymem cygar bary, w których rozbrzmiewa muzyka.




Trafiam na stoisko ze świeżymi owocami. Nigdy wcześniej nie widziałam tak pięknych i kolorowych odmian. Mam wrażenie, że wszystkie brzoskwinie, guawy i owoce mango uśmiechają się do mnie. Już nie mogę się doczekać, żeby ich spróbować.





Po tej cudownie soczystej przekąsce postanawiam jeszcze chwilę odpocząć. Nie jestem przyzwyczajona do wilgotnego klimatu równikowego. Siadam pod jednym z parasoli wystawionych na starówce, by złapać odrobinę cienia. Wszędzie wokół widzę donice z pięknymi białymi kwiatami, jak się okazuje kwiatami tytoniu. Nigdy nie przypuszczałam, że one są tak ładne.





Podchodzi do mnie bardzo miła, młoda kelnerka i proponuje mi mojito – być na Kubie i nie skosztować to wstyd. Tak więc piję napój z miętą i limonką, ciesząc się chwilą.



Tak właśnie… Trochę się rozmarzyłam. Jeśli również chcecie trochę pomarzyć, to zapraszam Was na bloga. Kolejne wpisy będą poświęcone nowej kolekcji Yankee Candle. Postaram się opowiedzieć Wam trochę o mojej Kubie.



poniedziałek, 12 czerwca 2017

Garden By The Sea Yankee Candle


Postanowiłam sobie zrobić nieco wolnego od miejskiego zgiełku i szybkiego życia. Wylądowałam na moich ukochanych mazurach :) Uwielbiam Polskę i to co ma do zaoferowania, ale nasza pełna jezior kraina, to zdecydowanie moje miejsce na ziemi. Miejsce do złapania oddechu i naładowania się na nowe wyzwania w moim codziennym życiu. Jako miłośniczka wszelkich zapachów i fanka Yankee Candle, nie mogłabym odpoczywać bez żadnego zapachowego „umilacza” :)
Na mazurski odpoczynek postanowiłam wziąć ze sobą Garden By The Sea z kolekcji Coastal Living. Być może nazwa i obrazek nie kojarzą się z lasem, ale skusił mnie aromat,a nie jego oprawa. 




Garden By The Sea paliłam w wosku i użyłam tylko połowy, bo po pierwszym powąchaniu zapach wydał mi się mocny, poza tym już zawczasu wiedziałam, że pewnie jeszcze go zapalę, więc nierozważnie byłoby spalić cały. 



Po niewielkiej chwili od odpalenia tea lighta zapach zaczął się uwalniać i wtedy ogarnęła mnie intensywna perfumowa nuta fiołka, która mieszała się ze słodyczą, która mi skojarzyła się z białą czekoladą albo ze smakowitym musem bananowym… Wiem dziwne skojarzenia, ale właśnie tak to odczułam. Im więcej ciepła dostawał wosk tym jego kwiatowe nuty się pogłębiały i do moich nozdrzy zaczęły się wkradać nuty nie tylko fiołka, ale też konwalii czy róży, a całość zamykał aromat bursztynu. 

Garden By The Sea ma w sobie całą feerię aromatów, ale mimo nadmiaru można go jednoznacznie sklasyfikować jako słodko-kwiatowy. Postawiłabym go w szeregu razem z Madagascan Orchid czy Cherry Blossom, ponieważ oba te zapachy są zarówno kwiatowe, jak i słodkie. 

Połowa wosku spokojnie starcza na pomieszczenie ok. 40m kw i pachnie z tą samą intensywnością przez cały czas palenia. Myślę że spodoba się fanom mocniejszych kwiatowych aromatów.






A jak Wasze odczucia względem tego zapachu? Miał już on swoją kolej w kominku, czy nadal czeka?

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Kwietniowe Zapachy Miesiąca :)


Niecały tydzień pozostał nam do końca miesiąca i mam nadzieje, że w maju zrobi się zdecydowanie cieplej :)
Niestety, ale wraz z końcem miesiąca kończy się czas w którym można nabyć zapachy Black Plum Blossom oraz Vanilla Lime w korzystniejsze cenie :)

Oba zapachy bardzo przypadły mi do gustu, woski i świece już się palą i wypełniają mój dom przepięknym zapachem :)




Black Plum Blossom  pojawił się w sprzedaży w marcu 2014 roku jako Q2 2014 i po raz pierwszy występuje jako zapach miesiąca. 
Jest to eleganckie połączenie kwiatów czarnej śliwki, wanilii oraz piżma.Więcej o tym zapachu można przeczytać tutaj





Vanilla Lime - słodycz wanilii i brązowego cukru, przełamana orzeźwiającym zapachem zielonej limonki. Gdy go palę czuję się, jakbym w środku lata, siedziała pod parasolem w kawiarni i zajadała cytrusowy deser :)



Vanilla Lime to jeden z tych zapachów, które moim zdaniem spodobają się zarówno osobą lubiącym słodkie jak i owocowe aromaty. Dokładną recenzje tego zapachu można przeczytać tutaj



sobota, 15 kwietnia 2017

Z okazji Świąt Wielkanocnych ...

Życzenia ciepłe jak tchnienie wiosny składamy wszystkim w ten czas radosny. Niech wszystkie troski będą daleko, a dobro płynie szeroką rzeką
Z okazji Świąt Wielkanocnych pragniemy życzyć Wam cudownych chwil spędzonych w gronie najbliższych. Żeby każda chwila z nimi spędzona była tą najlepszą oraz, by wiosenne słońce ogrzewało Wasze zmoczone Śmigusem Dyngusem twarze
Wesołego Alleluja !
Życzy Zespół Candle Room


środa, 12 kwietnia 2017

Wycofywane zapachy Yankee Candle w 2017


Mam smutne wieści, dla fanów zapachów Yankee Candle, niektóre z nich w roku 2017 zostaną wycofane ze sprzedaży na rynku europejskim.


W najbliższym czasie z naszych sklepowych półek znikną następujące zapachy:


- Champaca Blossom
- Oud Oasis
- Orange Splash
- Cappuccino Truffle
- Cranberry Pear
- Tarte Tatin
- Pink Hibiscus
- Cassis
- Pineapple Cilantro
- Candy Cane Lane
- Cosy By The Fire
- Bundle Up 




wtorek, 11 kwietnia 2017

Star Anise and Orange Yankee Candle

Mam problem z anyżem… Chyba od zawsze, a przekonałam się o tym, jak miałam może jakieś 12 lat, gdy byłam na obozie w Grecji. W hotelowym sklepiku w oko wpadły mi czarne żelki Haribo. Byłam niezwykle tym podekscytowana, bo u nas w Polsce takich nie widziałam. Pomyślałam sobie, że pewnie są jakieś super smaczne… Nie były, były o smaku anyżowym :/ Czyli, jak się okazało, nie moim ulubionym. 
Od tamtej pory trzymałam się od wszystkiego „anyżowego” z daleka (przynajmniej świadomie) i pewnie nawet bym sobie o nim nie przypomniała, gdyby właśnie Yankee Candle nie wprowadziło w zeszłorocznej zimowej kolekcji  Q4 2016 zapachu z anyżową nutą - Star Anise & Orange. 





Anyż to oczywiście przyprawa, stosowana dosyć często w kuchni, głównie do wzbogacania smaku, ale również do zwykłego aromatyzowania potraw. Nie dziwi więc, że został użyty w świecach zapachowych. 
Do Star Anise & Orange podeszłam w pewną rezerwą, trochę bałam się tego zapachu. Wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że pierwszy kontakt nie jest taki straszny. Powiedziałabym nawet, że był dosyć intrygujący. Star Anise od razu zaliczyłam do bazy moich „dziwnych” aromatów. 
Przy pierwszym wąchaniu wyczułam w tym zapachu dosyć mocno anyż, ale był on przełamany dozą słodyczy i odrobiną świeżości. 
Wiadomo, że nie byłabym sobą gdybym nie zdecydowała się na ten zapach, bo wszystko co dziwne jest właśnie dla mnie :D
Do testów wybrałam mały słoik i gdy tylko mogłam to go zapaliłam. Bardzo mnie ciekawiło co ujawni mi ten zapach podczas palenia i tutaj pojawił się problem…
Myślałam, że zapach będzie bardzo wyraźnie ujawniał każdą swoją nutę, a tu się okazuje, że w trakcie palenia i to właściwie od pierwszego roztopionego fragmentu wosku, tworzy spójną kompozycję. Daje od razu doznanie pełnego zapachu, a nie po kolei ujawniającej się wanilii, pomarańczy czy piżma. Ze Star Anise & Orange jest trochę tak, jak ze spaghetti, że przy jedzeniu nie czuje się oddzielnie makaronu i sosu, tylko tworzy to całe „jednosmakowe” danie :P


No dobrze, ale jaki w takim razie był ten zapach? Otóż mi, i może Was to nie zachęcić, skojarzył się z syropem lub z Amolem. Ogólnie z ziołowym lekarstwem i wcale nie uważam tego za minus zapachu. Według mnie, to dosyć ciekawa kompozycja, taka nietypowa i wcale nie odrzucająca. Ma w sobie trochę świeżości i jednocześnie ciepła. 




Jedyne czego mi zabrakło w Star Anise, to intensywności. Spodziewałam się, że skoro zapach opiera się na piżmie, wanilii, sandałowcu i jest wzbogacony anyżem i pomarańczą, to okaże się naprawdę mocny, a tu się zawiodłam. Oczywiście w pokoju do 20m kw. był wystarczający, ale niestety już w większej przestrzeni nie dawał sobie rady. 

Mimo wszystko jestem zaintrygowana tą propozycją Yankee Candle, według mnie jest dosyć oryginalna i powinna dobrze sprawdzić się w jesienną lub zimowo – świąteczną porę. 

Polecam go fanom „dziwnych” kompozycji, ale powinien przypaść do gustu również tym, którym spodobał się np. Bay Leaf Wreath(klik) albo po prostu wszystkim „anyżowym” zwolennikom. 



niedziela, 9 kwietnia 2017

Moje plany na dziś :)



Dzisiejszy pochmurny dzień uprzyjemniam sobie małą świecą od Yankee Candle z kolekcji Q4 2017 :)



Życzę miłej i pachnącej niedzieli :) 
Recenzja zapachu pojawi się już w najbliższy wtorek.

piątek, 17 marca 2017

Pachnące Zapowiedzi - Cookie Swap Collection Yankee Candle


Oj, tak! Na tę kolekcję z całą pewnością będzie czekała cała rzesza zapachowych łasuchów! Yankee Candle w tym roku stworzyło limitowaną kolekcję na miarę świątecznej słodyczy i to dostępną już na jesieni :D Nie jestem zapachowym ciasteczkowym Potworem, ale wszystkie nowe zapachy zawsze bardzo mnie ciekawią :)

Merry Berry Linzer – Smakowite kruche ciasteczka wypełnione malinowym nadzieniem, pełne migdałowej esencji i aromatycznej wanilii, obsypane lekkim jak puch cukrem. 




Magic Cookie Bar – Wspaniała tarta przełożona czekoladowo – kokosowym kremem, w której nie sposób, nie wyczuć gałki muszkatołowej, cynamonu i cudownej wanilii.


Iced Gingerbread – Aromatyczne cynamonowo – goździkowe pierniczki oblane słodkim waniliowym lukrem.



Tak kolekcja wydaje się tak pełna słodyczy, że przy pisaniu samego tekstu moje kubki smakowe zaczęły wariować:) Nie jestem łasuchem zapachowym, ale ogromną fanką, wręcz miłośniczką czekolady i mam nadzieję, że Magic Cookie Bar zaspokoi mój „czekoladowy” niedosyt zapachowy. 


*Kolekcja będzie dostępna w dużych słojach, samplerach oraz woskach.




środa, 15 marca 2017

Water Garden Yankee Candle

Czuję już wiosnę w powietrzu! Być może temperatury jeszcze nie idą w zatrważającym tempie do góry, ale mój umysł już jest pełen tych wiosennych aromatów kwiatów, brzęczących skrzydełek pszczół i tej masy kolorów, którymi właśnie wiosna rozkwita :)

Ach… rozmarzyłam się odrobinę… 

Co wzbudziło moje wiosenne odczucia? Jeden z limitowanych zapachów Yankee Candle, który ponownie zjawił się u nas na początku roku. Mowa o Water Garden, który ma przenosić nas do cudownego ogrodu pełnego świeżych, wodnych kwiatów. 


Zapach ten paliłam w dużym słoju, ponieważ tylko w tej wersji jest obecnie dostępny w Polsce. Dlaczego skusiłam się na Water Garden? Otóż, dlatego że bardzo skojarzył mi się z innym limitowanym zapachem - Honeydew Melon, który był z nutami melona, a ja melona uwielbiam prawie tak bardzo, jak arbuza :D
Świecę miałam w posiadaniu już w zimę, wtedy też po raz pierwszy ją odpaliłam i już w tamtym momencie bardzo zamarzyła mi się wiosna!
Jak zwykle nie skupiałam się na pierwszych akcentach zbyt bardzo, bo ważniejsze dla mnie są te, które ujawniają się, gdy wosk odpowiednio się roztopi.




Po tym czasie pierwsze co wyczułam, to subtelny perfumowy aromat, za który odpowiedzialne jest zapewne piżmo, a gdy wosk roztopił się już na równo, to zaczęłam wyczuwać delikatne kwiatowe akcenty, odrobinę zbliżone do lilii wodnej. Nie wyczułam niestety w tej kompozycji melona, który wyczuwam, gdy wącham świece „na sucho”. 
Całe to zestawienie jest dosyć lekkie i świeże (sprawia wrażenie kwiatowo - liściastego), natomiast nie jest zbyt intensywne i mam wrażenie, że chwilami pachnie dosyć sztucznie. 

Water Garden ma w sobie podobną nutę do Aloe Water(klik), który niestety nie zalicza się do moich ulubieńców i wydaje mi się, że więcej nie sięgnę po ten zapach, oczywiście dopóki nie wypalę całego słoja, ale myślę, że to tylko przy okazji jakichś towarzyskich spotkań. 
Mimo wszystko uważam, że dla niektórych może być strzałem w dziesiątkę na słoneczne i upalne dni :)

A jak Wam się kojarzy Water Garden? Sięgnęliście już po jego limitowaną wersję w tym roku?

środa, 1 marca 2017

Wild Mint Yankee Candle


Wild Mint wchodzi w skład tegorocznej kolekcji Pure Essence razem z takimi zapachami jak Cherry Blossom oraz Linden Tree



Z całej kolekcji najbardziej mnie ciekawi Linden Tree – drzewo lipowe i już nawet zaopatrzyłam się w wosk z tego zapachu, ale na razie w moim kominku zagościł tylko Wild Mint.

Fanką mięty jestem od zawsze, więc tę też musiałam mieć. Gdy tylko znalazłam moment, w którym nie musiałam gdzieś gnać i mogłam po prostu posiedzieć w domu, to zapaliłam kominek właśnie z zapachem Wild Mint.


W świecy aromat kojarzy mi się z miętą, która rośnie u mnie w ogródku. Zapach jest taki „krzewiasty” bardzo ziołowy, taki naturalny, nie jak np. mięta w gumie do żucia. Wydaje mi się, że jest nawet bardziej prawdziwy niż ten w limitowanym Fresh Mint.

Do testu nie użyłam całego wosku tylko połowy, może nawet odrobinę mniej niż połowę. Wydawało mi się, że zapach samej mięty jest wystarczająco mocny i połowa wosku spokojnie da sobie radę.
Aromat uniósł się prawie od razu, gdy tylko złapał trochę ciepła od tea light’a, ale ja zazwyczaj nie skupiam się na tej pierwszej nucie, bo wiem, że zapachy powinny trochę się podgrzać by ukazać swoją pełnię.
Tak więc po pewnym czasie zaczęłam wyczuwać zapach rozgrzanego w dłoniach świeżego listka mięty. Był bardzo ziołowy i nieprzesadnie świeży. Wosk palił się i palił, i sądziłam, że po pewnym czasie na tyle dobrze zmieszają się wszystkie jego nuty, że osaczy mnie swoją ziołową miętą, a tu się okazało, że był dosyć słabo wyczuwalny. 



Oczywiście Wild Mint czułam za każdym razem, gdy wchodziłam do pokoju, ale gdy chwile dłużej w nim posiedziałam, to już przestawałam. Trochę się zawiodłam, bo jednak lubię przebywać w pachnącym pomieszczeniu i czuć, że czymś pachnie, a nie tylko o tym wiedzieć.

Wild Mint jest ładnym zapachem, takim jakie lubię, trochę ziołowym, trochę miętowym, trochę "dziwnym", ale niestety nie należy do zbyt intensywnych. Przynajmniej w moim odczuciu…
Nie wyczułam w nim również piżma, ani drzewa sandałowego, ale bardzo mi to nie przeszkadza, bo chyba nawet wolę, że jest mniej perfumowy.

Podsumowując, zapach uważam za trafiony dla mnie w punkt, ale już jego intensywność pozostawia wiele do życzenia, bo ja czasem, gdy bardzo mi się spodoba zapach, to mam ochotę być nim osaczona, a tu się tak nie stało.

Mimo wszystko polecam go fanom zapachów: Bay Leaf Wreath(klik), wspomnianego Fresh Mint czy Season Of Peace(klik), w którym też są miętowe akcenty.