wtorek, 1 września 2015

Egyptian Musk

Pora powrócić w afrykańskie klimaty.
Wsiadam więc w samolot i wyruszam prosto do Egiptu, a tam ląduje w Dolinie Królów. Wchodzę do jednego z grobowców i udaję się w niezwykłą podróż po podziemnych labiryntach, by odnaleźć ukryty skarb faraonów... :D


To mógłby być początek cudownej przygody, jednakże jak na razie ograniczę się tylko do dalekich zapachowych podróży. Tym razem pomoże mi w tym Egyptian Musk czyli zapach, który łączy w sobie aromatyczną wanilię i drzewo cedrowe z urzekającym aromatem piżma. Mam nadzieję, że ten zapach odkryje przede mną jakąś starożytną tajemnicę...

Przy pierwszej próbie zapachu, czyli sprawdzeniu go w słoju, nie byłam zachwycona. Aromat wydał mi się delikatny i mało zaskakujący, za to bardzo piżmowy.
Do testów wybrałam wosk i gdy tylko nadarzyła się okazja zapaliłam go w kominku. Jednak zanim przejdę do opisu zapachu przy paleniu, poświęcę kilka słów aromatowi samego wosku „na sucho”.
Po odpakowaniu wosku z folii aromat okazał się dużo silniejszy niż gdy wąchałam zapach w świecy, a pierwsze moje słowa odnośnie kompozycji, to ,,jaki piękny zapach". Tak, po raz kolejny zapach Yankee Candle miło mnie zaskoczył :D 

 
Wosk „na sucho” przypominał mi aromat, który osobiście bardzo lubię, a mianowicie zapach pianki do golenia z wyraźną nutą piżma. Może Wam się wydać, że oznacza to, że Egyptian Musk jest „męski” jednak w rzeczywistości wcale taki nie jest, a na pewno nie tak bardzo, jak np. Midsummer's Night.
Tak czy inaczej już sam wosk tak mi się spodobał, że dosłownie przebierałam nogami ze zniecierpliwienia, czekając aż dobrze się rozpuści w kominku i uwolni swoją moc :)


Gdy aromat zaczął się uwalniać pierwsze w nos wpadło mi zmysłowe piżmo, do którego po niezbyt długim czasie nieśmiało dołączyło drzewo cedrowe. Nadało ono świeżości i lekkości całej kompozycji. Po całkowitym rozpuszczeniu aromat stał się głębszy i dopiero wtedy wyczuwalna w nim była delikatna nuta wanilii. Gdy wszystkie składniki zapachu,całkowicie się zmieszały zapach stał się naprawdę mocny i skojarzył mi się z perfumami, które kiedyś dostałam od rodziców. Podejrzewam, że nieprzypadkowo tak się stało, ponieważ były to perfumy skomponowane z samych naturalnych olejków eterycznych w jednej z perfumerii w Kairze. Te perfumy były subtelne i niosły ze sobą piżmową nutę. Pamiętam, że dostałam je w pięknie ozdobionej szklanej buteleczce, a nakładało się je za pomocą małego patyczka tuż za uchem. Używanie tego cudownego zapachu stało się swego rodzaju rytuałem, który zawsze kończył się marzeniem o byciu prawdziwą królową Nilu:) Ot, takie moje dziewczyńskie fantazje :D


Okazało się więc, że mimo iż nigdzie się nie ruszałam, to za sprawą Egyptian Musk, odbyłam jednak jakąś podróż, całkiem przyjemną, mimo że tylko sentymentalną :)

Jeże chodzi o intensywność zapachu, to myślałam, że nie będzie on specjalnie mocny, a okazał się bardzo dobrze wyczuwalny. Użyłam całego wosku i starczył on, żeby otulić aromatem cały dom. Nie był on przy tym męczący ani drażniący.

 
 

2 komentarze:

  1. U mnie ten zapach czeka jeszcze w kolejce, muszę zabrać się za testowanie nowych wosków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Ja z każdym kolejnym przetestowanym woskiem odkrywam i zakochuje się na nowo w zapachach Yankee Candle :D

      Usuń