piątek, 28 sierpnia 2015

Sweet Treats

Jak ten czas szybko leci... Dosłownie kilka tygodni temu cieszyłam się, 
że nareszcie przyszedł czas wakacji. Jak to się stało, że zaczął się ostatni weekend sierpnia? 
Wiadomo, że to co dobre szybko się kończy. A przy tak pięknej pogodzie, jaka towarzyszyła 
nam w ostatnim czasie, jeszcze smutniej jest żegnać lato. 
Na szczęście jesień też ma swoje zalety. Jedną z nich są coraz dłuższe wieczory, które zachęcają do testowania nowych zapachów. A akurat na to nie możemy narzekać :). 
Na sklepowych półkach pojawiają się nowości, które tylko proszą, by umieścić je w kominkach. 

Dziś chciałabym przedstawić Wam trzy zapachy z limitowanej jesiennej kolekcji Sweet Treats. Oto pachnąca kawą, wanilią i odrobiną burbonu Vanilla Bourbon
żurawina połączona z cytrusami i imbirem w zapachu Cranberry Twist 
oraz Gingerbread Maple czyli piernik polany syropem klonowym.


Świece zajęły w sklepie honorowe miejsce, woski już niedługo zagoszczą w moim kominku. 
A czy Wy dacie się skusić na słodki poczęstunek?

wtorek, 25 sierpnia 2015

Wosk Procado Kwiat Wiśni

Jakiś czas temu w Candle Room pojawiły się nowe woski zapachowe firmy Procado. Jesteśmy na razie w fazie testów, ale doszłam do wniosku, że nie zaszkodzi podzielić się z Wami moimi pierwszymi odczuciami.
Jednym z pierwszych zapachów Yankee Candle, który zakręcił w moim nosie był Black Cherry, czyli cudowny aromat dojrzałych owoców wiśni. 
Dlatego też jako pierwszy z serii wosków Procado wybrałam, być może trochę sentymentalnie, Kwiat Wiśni. Chciałam się przekonać, czy aromat skradnie mi serce tak samo, jak Black Cherry.
Zanim jednak przejdę do opisu samego aromatu, poświęcę kilka słów strukturze wosków Procado. Otóż po pierwsze sam wosk ma nieco inną konsystencję niż woski Yankee, mianowicie wydaje się być aksamitny w dotyku, a to najprawdopodobniej dlatego, że woski Procado są wykonane z wosku palmowo – sojowego. Co za tym idzie nie są lepkie i nie pozostawiają woskowego osadu na palcach. Woski Procado są również bez dodatkowych barwników – wszystkie są w kolorze białym, delikatnie przezroczystym. W przeciwieństwie do wosków Yankee Candle sprzedawane są na gramy i w dodatku według producenta, bez względu na ich wielkość,pachną równie długo czyli do ok. 12h.



Jeżeli chodzi o sam aromat, to....
Wosk, który miałam był bardzo mały, a mimo to po wyjęciu go z folii poczułam bardzo intensywnie zapach. Był to aromat jakiegoś słodkiego kwiatu, początkowo nie kojarzył mi się z wiśnią.
Umieściłam wosk w miseczce kominka, podpaliłam tea light i czekałam na uwolnienie się zapachu...
Nie czekałam na aromat zbyt długo, bo uwolnił się momentalnie. Od razu przyniósł mi na myśl aromat perfum mojej mamy, które bardzo mi się podobają i często je podkradam :) Zapach uwolnił się kwiatową nutą według mnie lekko jaśminową, która niosła ze sobą odrobinę słodyczy, może nawet nieco elegancji. Ja wyczuwam w tym wosku wiśnię jednak jest ona subtelniejsza, mniej wytrawna niż sam owoc. Podejrzewam, że takie wrażenie sprawiają odrobina wanilii i piżma, które są obecne w tym zapachu. I to pewnie one nadają tej kompozycji lekką kobiecą nutę.



Nigdy nie miałam okazji wąchać kwiatów wiśni, tych pięknych japońskich drzew, ale jeżeli pachną one tak pięknie, jak wosk Kwiat Wiśni, to chciałabym mieszkać w sadzie z takimi drzewami :)
To, co najbardziej spodobało mi się w woskach Procado, to ich nieprzywieranie do miseczki kominka. Po zastygnięciu wystarczy lekko nacisnąć palcem i wosk sam wyskakuje.
W kwestii intensywności wosk jest bardzo zadowalający. Kominek z zapachem stał w salonie czyli w najdalszym punkcie w moim domu względem drzwi wejściowych, a był wyczuwalny już po przestąpieniu progu tychże drzwi. Wosk odpalałam jeszcze dwa razy, a jego intensywność wcale się nie zmieniła. Może aromat nie był już aż tak bogaty w nuty zapachowe, jak przy pierwszym odpaleniu, ale był równie wyczuwalny. Jedyne co można wziąć za wadę tego wosku, to jego mała trwałość. Rzeczywiście był mocny, gdy się palił, jednak po zgaśnięciu podgrzewacza już po kilku chwilach ulotnił się z pomieszczenia.
Ogólnie jednak jestem zadowolona z tego zapachu. Wydaje się być zgoła odmienny od tych, które są dostępne w Yankee Candle, według mnie to zupełnie inny rodzaj kompozycji zapachowej :)

Może mieliście możliwość korzystać kiedyś z jakichś produktów firmy Procado? My na razie testujemy, ale chyba zaprzyjaźnimy się na dłużej z zapachami jakie proponuje nam ten producent. 



środa, 19 sierpnia 2015

Oceanside

W międzyczasie testów afrykańskiej kolekcji Q3, do Candle Room dotarły zapachy limitowane. W ich skład wchodzą Oceanside, Sunflower oraz Meadow Showers, który do tej pory w Polsce dostępny był tylko w woskach, w kształcie słoika. 

 
Gdy tylko zapachy zostały wypakowane z dostawy od razu musiałam każdy powąchać. Pierwszy w ręce wpadł mi Oceanside...
Zdjęłam wieczko ze świecy i zaczerpnęłam zapachu. W mój nos wpadł niezbyt mocny, świeży i według mnie odrobinę kadzidlany aromat. Od razu mi się spodobał, więc mimo iż te zapachy dostępne są tylko w formie dużych świec, zdecydowałam się jedną kupić :)

Następnego dnia, cała już zniecierpliwiona, zapaliłam świecę Oceanside i pozwoliłam jej na spokojne i niespieszne rozprzestrzenianie się po domu. Słoik najpierw ustawiłam na szafie w korytarzu, jednak zapach był tam słabo wyczuwalny. Postanowiłam, więc przestawić świecę na półkę nad kominkiem. 

 
Początkowo aromat nie był dobrze wyczuwalny i szczerze mówiąc trzeba było dać mu trochę czasu. Naprawdę wyczuwalny był dopiero, gdy jego górna warstwa roztopiła się na równo.  
Pierwsza nuta jaką wyczułam w Oceanside, to słodki morski aromat, delikatnie cytrusowy, jednak cytrusy w nim nie dominują. Kolejne co wpadło w mój nos, to lekki kadzidlany aromat. Dla mnie cała ta kompozycja kojarzy się z relaksującym zapachem płynu do kąpieli. Świeży, słodki, ale mający w sobie nuty, które mają działanie kojące i wyciszają. 

 
Oceanside łączy w sobie świeżość ze swojego rodzaju ciepłem, co wcale nie sprawia ze zapach staje się ciężki. 
 
Muszę przyznać, że z początku miałam pewne problemy ze świecą, a mianowicie nie mogłam zmusić jej do współpracy :/ Knot okazał się niestety za krótki i w świecy robił mi się tunel. Ponieważ nie mam klosza do świec ani metalowej nakładki illumalid na słoik musiałam radzić sobie domowymi sposobami. Zazwyczaj, jak świeca jest oporna robię na niej stożek ze zrolowanej kartki i wtedy działa ona jak zwykły klosz, jednak raz taka kartka cała spaliła mi się do wnętrza słoika :D i już staram się nie praktykować tej metody, jednak czasem nie da się inaczej... Próbowałam też z folią aluminiową na ściankach słoika, ale to też nie działało zbyt skutecznie. Postanowiłam więc znaleźć klosik do lampy, co okazało się trudniejsze niż myślałam. Mam w domu mnóstwo małych lampek, jednak do wszystkich klosz jest raczej potrzebny, a te których mogłam użyć były za duże. Aż w końcu po przeszukaniu strychu znalazłam mały szklany klosik po jakiejś starej lampie parafinowej. 

 
Nałożyłam go na słój i, mimo że nie był wyprofilowany do świec sprawdził się całkiem nieźle.
Jednak dlaczego w ogóle się rozpisuje na temat nakładek na słoik, otóż dlatego, że dopiero po nałożeniu klosza przekonałam się, jak intensywnie może pachnieć zapach w słoju.
Świeca, jak zwykle stała w dużym pokoju, który przypominam ma ok. 60m kw, więc wybieram do niego zazwyczaj zapachy dosyć mocne, a jak świece to tylko duże lub średnie. Zanim nałożyłam na słoik klosz od lampy aromat był dobrze wyczuwalny, jednak tylko z silniejszymi podmuchami wiatru wirującymi w pokoju. Natomiast, gdy użyłam już klosza zapach był stale wyczuwalny i zadowalająco intensywny. Rozprzestrzenił się na cały pokój i był wyczuwalny za każdym razem, gdy przestępowało się próg pokoju. 
 
W ramach ciekawostki dodam, że musiałam wyciąć trochę wosku ze świecy, ze ścianek, żeby nie robił się głębszy tunel. Tego wosku, który wycięłam użyłam w kominku i co najbardziej mnie rozbawiło, to to, że świeca w formie wosku pachniała jeszcze mocniej niż sama w sobie, w słoju :D Zapach rozniósł się po pokoju i wyfrunął również do przedpokoju.


Mimo że Oceanside jest u nas dostępny tylko w dużych słojach nie żałuję, że go kupiłam, bo zapach bardzo przypadł do gustu mi i domownikom. To będzie chyba kolejna świeca w mojej kolekcji, którą będę oszczędzała, bo fajnie byłoby móc palić ją bez końca :)
Skusił się ktoś z Was chociaż na jedną świecę z tegorocznych kolekcji limitowanych?

wtorek, 11 sierpnia 2015

Nowości na naszych półkach:)

W ostatnim czasie zapachowa oferta poszerzyła się o kilka
limitowanych zapachów. To cudowne, że możemy cieszyć się coraz to
nowymi dla naszych nosów aromatami. Jednak nie zapominajmy o naszych
samochodach - im też należy się 'odrobina luksusu' ;).

Na sklepowych półkach pojawiły się nowości, które już niedługo mogą
zamieszkać również w Waszych autach. Zapachy:Black Cocount, Cranberry Pear
 Turquoise Sky, Leather, Christmas Cookie, New Car Scent, Pink Sands
to samochodowe nowości dostępne w formie tradycyjnych papierowych
zawieszek (car jar), żelowych car jar ultimate oraz niezwykle
praktycznych patyczków do kratek wentylacyjnych.
 


 
A jeśli już wspominam o nowościach, spójrzcie jakie urocze akcesoria przyozdabiają nasze świece :) 

  
 
 

sobota, 8 sierpnia 2015

Sierpniowe zapachy miesiąca

Tegoroczne lato rozpieszcza nas piękną pogodą. W tak upalne dni najlepiej odpoczywać 
w cieniu, popijając chłodny napój. Dopełnieniem takiego obrazka może być cudowny zapach unoszący się w powietrzu. Czasem jest to morska bryza (zazdrościmy wszystkim, 
którzy są na zasłużonym urlopie), a czasem wystarczy aromat egzotycznych owoców. 
A wszystko za sprawą niezastąpionych na każdą porę roku świec Yankee Candle.

Zapachy sierpnia to szansa na chwilę owocowego relaksu w towarzystwie Mango Peach Salsa oraz Pineapple Cilantro.

Mango Peach Salsa to zapach świeżego mango uzupełniony o soczystą brzoskwinię. 
Aromat ukoronowany szczyptą różowego pieprzu to dawka pozytywnej energii na cały dzień.  


 Pineaplle Cilantro to intrygujace połączenie ananasa i kokosa z aromatyczna kolendrą. Prawdziwy rarytas dla fanów ananasa. 



 Który z sierpniowych zapachów miesiąca lepiej obrazuje Wasze wakacyjne inspiracje?
 Ja nie mogę się zdecydować, więc palę je na przemian :).

wtorek, 4 sierpnia 2015

Madagascan Orchid

Afrykańskich podróży ciąg dalszy...
Ostatnio wygrzewałam się w zachodzącym słońcu Tanzanii nad brzegiem Jeziora Wiktorii, a tym razem odbijam od stałego lądu i dopływam do dzikich plaż Madagaskaru. Przedzieram się przez dżunglę i docieram do urokliwego zakątka pełnego kwitnących orchidei... a przynajmniej tak chciałabym, żeby to wyglądało ;D Nigdy nie zaszkodzi odrobinę oderwać się od szarej codzienności i zawitać do świata fantazji. 
 

Jestem niepoprawną marzycielką i uwielbiam, gdy moje myśli zabierają mnie w dalekie podróże. Często towarzyszą mi w tym zapachy. Niektóre pobudzają moją wyobraźnię, choć zdarzają się również takie, od których dostaję bólu głowy. Jednak tym razem aromaty z kominka zadziałały korzystnie :)
Stało się tak za sprawą zapachu Madagascan Orchid, który wcale nie zachwycił mnie na początku. Właściwie nie miałam co do niego konkretnych odczuć - nie byłam pewna czy ten zapach mi się podoba czy nie. Ale wiecie już, że czasami robię na przekór i właśnie dlatego zdecydowałam się przetestować go jako drugi z kolekcji Out Of Africa. 


Najbardziej w zapachach Yankee Candle lubię to, że czasem potrafią bardzo przyjemnie zaskoczyć!
Pierwsze moje odczucia po powąchaniu Madagascan Orchid w świecy nie były jednoznaczne. Może uznacie, że to dziwne, ale aromat wydał mi się kwiatowo – mleczny. Nie uznałam go też za jakiś specjalnie mocny, dlatego w kominku użyłam całego wosku. Nie byłam pewna, czy mniejsza ilość zapachu będzie odpowiednia do mojego dużego salonu.


Okazała się jednak wystarczająca!
Na aromat nie musiałam długo czekać, bo rozprzestrzenił się bardzo szybko. Gdy tylko dotarł do mojego nosa, odbyłam najpiękniejszą podróż w życiu. Zapach przeniósł mnie w sam środek Madagaskaru. To dziś jest ten jeden jedyny dzień, w którym kwitnie cudownie pachnąca, madagaskarska biała orchidea :D
Znalazłam się w miejscu, do którego nie zawitała wcześniej ludzka stopa i podziwiałam niesamowity spektakl kwiatów, które budzą się do życia. 


Poczułam się niesamowicie, gdy do mojego nosa coraz mocniej docierał głęboki kwiatowy aromat przełamany delikatną mleczną nutą. Pomyślałam sobie, że moje pierwsze odczucia jednak nie były aż tak sprzeczne z tym, jak zapach rozwinął się po odpaleniu :)
Madagascan Orchid dodał mi energii i poprawił humor, mimo że nie miałam złego nastroju tego dnia. Po prostu za sprawą tego zapachu stał się jeszcze lepszy :D


Wydaje mi się, że obecnie w ofercie Yankee Candle nie ma aromatu podobnego do Madagascan, ale polecam go fanom wszelkich egzotycznych, kwiatowych zapachów - Champaci Blossom czy Lovely Kiku, podejrzewam, że przypadłby do gustu również tym, których urzekł wycofany już Camomile Tea.
Choć byłam przekonana, że moim faworytem w całej kolekcji Q3 będzie Serengeti Sunset, muszę przyznać, że Madagascan zdecydowanie odbiera mu palmę pierwszeństwa!
Mnie Madagascan Orchid pozwolił na daleką egzotyczną podróż, a gdzie Was przeniósł ten zapach?