wtorek, 17 marca 2015

Q1 2015 - Aloe Water

Choć promienie słońca coraz śmielej zaglądają do naszych okien, zachęcając do spacerów, wiosna jeszcze nie zagościła u nas na dobre. Niektóre dni, te pochmurne i deszczowe, zachęcają do pozostania w domu. Jednak w powietrzu czuć, że ciepłe dni zbliżają się i są tuż tuż. Warto więc już dziś przygotować się do powitania wiosny.

 

Najlepszym sposobem na odrobinę wiosny w domu są świeże pachnące kwiaty. Jednak ogrody dopiero za kilka dni przyozdobią się w zieleń i pączki kwiatów. A do najbliższej kwiaciarni mam daleko. Więc najłatwiejszym rozwiązaniem jest moje magiczne pudełko z woskami. Te maleństwa potrafią w kilka minut przenieść moje myśli w zupełne inne miejsce . Otworzyłam, więc pudełko z zamiarem znalezienia mojego ulubionego kwiatowego zapachu – jaśminu. W ręce wpadł mi jednak Aloe Water – może nie aromat kwiatów, ale ciekawość poznania nowego zapachu zwyciężyła. 
Według opisu producenta Aloe Water, to aromat aloesu niosący ze sobą świeżość morskiej bryzy. Wiem, że opis brzmi bardziej letnio niż wiosennie, ale i tak włożyłam wosk do miseczki kominka. Tym razem jednak wosku nie testowałam w swoim pokoju, lecz chciałam, aby cały dom pachniał tym aromatem. Dlatego też kominek znalazł się w salonie, który jest sercem mojego domu.
    Najpierw kilka słów o tym, jak odbieram zapach na sucho. Przy pierwszym wąchaniu miałam wrażenie, że znam ten zapach. Moje myśli powędrowały do Honeydew Melon, który w tamtym roku był dostępny jako limitowany aromat. Wydaje mi się jednak, że Aloe Water jest bardziej delikatny i świeższy, ale jego świeżość ma bardziej nuty morskie niż kwiatowe. Sam aromat przypomina mi trochę zapach maseczki z alg morskich. Jak bardzo zdziwiłam się zmianą zapachu po rozgrzaniu wosku.


 Początkowo nie wyczuwałam aromatu zbyt intensywnie. Już byłam gotowa przenosić kominek do mniejszego pomieszczenia, dałam mu jednak czas, aby mógł się w pełni rozwinąć. Przy dłuższym paleniu zapach nabrał mocy, która moim zdaniem jest zadowalająca. Salon wypełnił się świeżą mgiełką z delikatnymi nutami, które mi bardziej kojarzą się z melonem niż aloesem. Jednak był to zupełnie inny aromat niż w świecy. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo pierwszy raz zdarzyło mi się odczuć zapach Yankee Candle w ten sposób. Tak, jakbym wąchała zupełnie inny zapach w świecy niż paliłam w formie wosku.
    Przyznaję jestem zawiedziona. Miałam nadzieję poczuć lekki morski aromat aloesu, a wyczułam nieco drażniący zapach. Być może w ciepłe letnie dni zapach Aloe Water rozwinie się w zupełnie inną stronę, ukazując swoje drugie oblicze. Jednak póki co pozostanę wierna swoim ulubionym zapachom. Myślę jednak, że Aloe Water przypadnie do gustu niejednej osobie, być może okaże się miłą odmianą dla miłośników Fluffy Towels lub Turquoise Sky.
    Może ktoś z Was miał już okazję palić Aloe Water i w przeciwieństwie do mnie zakochał się w nim? Co o nim sądziecie?


4 komentarze:

  1. Uwielbiam świeże tulipany lub narcyzy w wazonie :)
    Aloe Water mam, ale jeszcze nie paliłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do wypróbowania i podzielenia się swoimi zapachowymi odczuciami :)

      Usuń
  2. Polecam spróbować świecę, wosk brałam, bo świeca na sucho pachniała obłędnie, zapaliłam wosk i nie rozumiałam co mi się podobało w tym zapachu, zaryzykowałam świecę i przepadłam :P ja tu czuję arbuza, kremowe nuty, troszkę jakbym była w jakimś salonie kosmetycznym, gdzie stosują kosmetyki z aloesem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja co do wosku nie jestem przekonana, ale nie miałam jeszcze okazji palić świecy. Jednak skoro mówisz, że pachnie arbuzem, to chyba się skuszę, bo arbuzy uwielbiam! :D

      Usuń