wtorek, 28 lipca 2015

Serengeti Sunset

Już od jakiegoś czasu na naszych półkach powiewa cudownymi aromatami Afryki. 
Mowa o kolekcji Q3 Out Of Africa, która według mnie idealnie sprawdziłaby się na lato, mimo że jest dedykowana na jesienna porę. 


Gdy świece zajęły już swoje miejsca na półkach, od razu zabrałam się za wąchanie. Jednak nie będę przybliżała Wam swoich odczuć co do każdego z tych zapachów, a skupię się na razie tylko na jednym, który od pierwszego powąchania skradł mi serce :).
Otóż, tym pierwszym w ogniu testów był Serengeti Sunset czyli ten, za sprawą którego powinnam przenieść się w odległe afrykańskie stepy.
Ciężko jest mi stwierdzić, jaki aromat wpadł w mój nos jako pierwszy, ale na pewno wyczułam w tej kompozycji słodkie cytrusy i odrobinę jakiejś cieplejszej nuty. Najprawdopodobniej ciepło w ten zapach wnosi aromat bursztynu lub jeżeli ktoś woli ambry.
Gdy tylko miałam okazję, to od razu zgarnęłam kominek z półki w pokoju, oczyściłam go z poprzedniego wosku moją ulubioną metodą "lodówkową", umieściłam w misie pomarańczowy wosk Serengeti Sunset i postawiłam całość na szafie w przedpokoju (wciąż jestem w fazie testowania możliwości zapachowych mojego domu). 

 
Wprost nie mogłam się doczekać aż zapach się uwolni, co przyznaje nie nastąpiło od razu. Szybko się znudziłam czekaniem na aromat, więc wyszłam na dwór trochę się poopalać, 
bo pogoda ostatnio, mimo że odrobinę burzowa, to jednak słoneczna :D
Gdy doszłam już do fazy "skwierczenia", wróciłam do domu, żeby się nieco schłodzić i gdy tylko przestąpiłam próg, poczułam delikatny owocowy aromat, ale tym razem zdecydowanie bardziej intrygujący. Miał w sobie cytrusową słodycz przełamaną zmysłową ambrą. Cała kompozycja według mnie ma bardzo perfumowy aromat - egzotyczny, świeży i kobiecy. Myślę, że to połączenie owoców, bursztynu i orchidei wyszło Yankee Candle naprawdę cudnie :)

W kwestii bardziej merytorycznej, to jednak jest coś, co trochę mnie zasmuciło w tym zapachu. Mianowicie jego intensywność i trwałość. Zapach jest raczej delikatny, wyczuwalny, ale mało lotny. Jego trwałość też nie jest specjalnie zadowalająca, bo zapalony przed południem już wieczorem, po zgaśnięciu tea light'a, nie było go czuć. 
Co prawda kominek stał w przedpokoju, który w moim domu jest pomiędzy drzwiami wejściowymi, kuchnią a salonem i w każdym z tych pomieszczeń zazwyczaj są pootwierane okna, a co za tym idzie jest duży przewiew powietrza. Więc jeżeli brać to pod uwagę,
to Serengeti Sunset poradził sobie całkiem nieźle, bo jednak był wyczuwalny. Podejrzewam, że w mniejszych pomieszczeniach byłby bardziej lotny :)

 
Bez względu jednak na jego intensywność, to zapach bardzo mi się podoba i na pewno jeszcze nie raz go zapalę, tylko może w nieco mniejszych niż mój przedpokój pomieszczeniach.
Paliliście już Serengeti Sunset? Jakie są Wasze pierwsze wrażenia?

poniedziałek, 20 lipca 2015

Rodzina z USA

"Nie lubię poniedziałku" - tytuł filmu, który stał się mottem dla niejednego z nas. 
Bo kto po dwóch dniach wolnego weekendu, z uśmiechem na twarzy wita kolejny tydzień pracy?
Ale poniedziałki czasami potrafią bardzo pozytywnie zaskoczyć. 

Niespodziewanie podczas przerwy śniadaniowej zadzwonił telefon. 
"Tu ciocia z Ameryki, będziemy niedługo w Polsce. Chcemy Cię odwiedzić i przedstawić nowych członków rodziny."

Czy to oby nie pomyłka? Rodzina z Ameryki - pierwszy raz o niej słyszę. Dopiero po chwili zrozumiałam. Przecież chodzi o rodzinę Yankee Candle.

Tak więc pozwólcie, że przedstawię również Wam limitowane zapachy, które już niedługo zawitają do naszego sklepu. 



Juicy Watermelon - słodki zapach soczystego arbuza. 
Arbuz to mój ulubiony letni owoc. Nie potrafię sobie wyobrazić upalnego popołudnia bez choćby kilku kawałków chłodzonego arbuza. Marzy mi się, że zapach ten będzie niósł ze sobą 
owocową świeżość. 

 
Granny Smith - Aromat zielonych jabłek dopiero co zerwanych z drzewa.
Takie jabłka są najlepsze. Jeszcze zielone, nie zawsze o idealnym kształcie, ale zerwane z jednego
 z drzew w sadzie dziadka. Takie moje wspomnienie z dzieciństwa :).


 Blueberry Scone - Puszyste ciastko ze śmietaną i jagodami, posypane cukrem waniliowym. 
Do tego kubek dobrej czarnej kawy i mogę spędzić cały poranek na tarasie :). I poczuć się jak
 w najlepszej cukierni.


Zapachy pojawią się w limitowej kolekcji, dlatego będą tylko w formie dużych świec. I coś czuję, 
że tę rodzinną wizytę będziemy długo wspominać ;).






środa, 15 lipca 2015

Beach Holiday

Są takie dwa miesiące w roku, które zawsze napawają mnie radością, ale i lekkim zdenerwowaniem. Mowa o lipcu i sierpniu czyli dwóch miesiącach zwanych wakacjami czy labą. Wiem, że nie wszyscy mają wtedy wolne, właściwie wolne to mają tylko świeżo upieczeni maturzyści, ale każdy w jakiś tam sposób planuje sobie ten czas na upragniony wypoczynek.
Cóż ja zawsze przed wakacjami jestem trochę poddenerwowana, a to dlatego, że też bardzo chciałabym gdzieś pojechać, odpocząć, jednak całe to planowanie wyjazdu i namawianie znajomych, żeby też chcieli się gdzieś ruszyć, zazwyczaj kończy się niezorganizowaniem sobie niczego :/ Cóż, wakacje to nie moja pora, dużo łatwiej jest mi zaplanować coś na kwiecień i maj, czy nawet wrzesień niż na te dwa letnie miesiące :)
Pomimo tego znajduję odrobinę czasu dla siebie i wtedy zawsze bardzo cieszy mnie to , że mieszkam w domu z ogrodem, mam gdzie leniuchować i smażyć się na słońcu :P Ten czas jest dodatkowo przyjemny odkąd odkryłam zapachy Yankee Candle, bo zawsze mogę spędzać wolne chwile z pachnącym towarzyszem.
Tym razem umiliłam sobie wolne, ciepłe popołudnie aromatem Beach Holiday :) Zapach ten pojawił się w maju tego roku razem z Wild Sea Grass w serii limitowanej Yankee. Już na samym początku oba aromaty zrobiły furorę wśród „świeczkomaniaków”. Pewnie dlatego, że oba są świeże i idealnie pasujące na letni czas.

 
Beach Holiday, skrywa w sobie aromaty słodkiego jabłka z dodatkiem lawendy, fiołka i egzotycznej orchidei, a wszystko to zamyka świeży aromat drzewa cedrowego. Ja skusiłam się na wosk. Planowałam do kominka włożyć cały, bo uznałam, że skoro zapach jest świeży, to nie będzie bardzo mocny, jednak gdy tylko odwinęłam wosk z folii, do mojego nosa wpadł dosyć dobrze wyczuwalny aromat. Zdecydowałam się użyć tylko połówki małego „pachnidełka” :) To była dobra decyzja!
Zarówno w świecy, jak i w samym wosku zapach przypomina mi wycofany już Coastal Waters, jednak jest nieco mocniejszy i ma bardziej wyraźne nuty. Dlatego też nie bałam się go zapalić, bo wydawało mi się, że nie może mieć w sobie składników, które by mnie drażniły.
Po podpaleniu tea light'a wosk bardzo szybko uwolnił swój aromat. Początkowo nie był on zbyt intensywny, ale po kilku minutach nabrał mocy, był równie wyczuwalny na dużej przestrzeni, jak Garden Sweet Pea, który jest dosyć subtelnym aromatem, ale bardzo lotnym. 

 
Aromat, jaki wyczułam był rzeczywiście bardzo świeży, delikatnie morski. Dla mnie miał w sobie nuty zbliżone do Champaca Blossom. Podejrzewam, że to sprawka fiołka, który ma bardzo przyjemny kwiatowy aromat . Dla mnie ta kompozycja okazała się niestety zbyt intensywna...
Po mniej niż pół godzinie zgasiłam podgrzewacz, bo Beach Holiday tak mocno wdzierał się w mój nos , że zaczął mnie drażnić. Być może siedziałam zbyt blisko kominka(ok. 1 metra), dlatego tak mnie osaczył :). Przyznaję , że odrobinę mnie to odrzuciło od tego zapachu, jednak po zgaszeniu go, zupełnie się zaskoczyłam! :) Stało się tak dlatego, że gdy tea light już się nie palił, a wosk powoli zastygał, to w pomieszczeniu pojawiła się cudowna  lekka otoczka zapachowa. Świeża i delikatna z całą pewnością przyjemna, nie drażniąca ani zbyt mocna. W dodatku, w pokoju unosiła się jeszcze do końca dnia :D

Beach Holiday, to bardzo ładny zapach, ale dla mnie zbyt intensywny, gdy się pali. Jednak z pewnością zapalę go jeszcze raz, by po chwili go zgasić i cieszyć się jego cudownym mydlanym aromatem :)
Według mnie zapach ten spodoba się fanom Beach Walk, Coastal Waters, Drift Away, Turquoise Sky.
Czy Beach Holiday towarzyszył już Wam w leniwe popołudnie, czy może nadal czeka na swoją kolej?



wtorek, 7 lipca 2015

Weekendowe plany


Zapachy lipca :)

Ach, juz lipiec... Mam nadzieję, że przyniesie ze sobą wiele słonecznych dni :)
Do Candle Room z pewnością przyniesie dwa piękne i egzotyczne zapachy, Pink Dragon Fruit i Ginger Dusk.



Pierwszy z nich to słodycz pitaji znanej jako smoczy owoc, zamknięta w eneregtycznie różowych świecach i woskach. Jeżeli mieliście już okazję palić ten zapach i spodobał Wam się, to powinniście również sięgnąć po Pink Sands, Summer Scoop czy Red Raspberry.



Druga lipcowa propozycja to Ginger Dusk. Zapach słodkich cytrusów z odrobiną imbirowej pikanterii. Ciepły, a jednocześnie orzeźwiający aromat, który spodoba się tym, którzy wcześniej sięgnęli po wycofany już Paradise Spice czy po prostu są zwolennikami cytrusów i owoców z korzenną nutą.
Czy ktoś z Was miał już okazję palić któryś z tych zapachów, czy może nadal nie znalazły miejsca w Waszych zapachowych pudełeczkach?

czwartek, 2 lipca 2015

Tarte Tatin

Zapaliłam ostatnio Tarte Tatin, zapach z kolekcji Q2 Caffe Culture. Co prawda mamy lato i ten zapach nie jest zbyt lekki, jak na ciepłe dni, ale nie wiem, czy w moim przypadku jest coś takiego, jak zapach odpowiedni do pory roku. Zdarza mi się palić cieplejsze zapachy w cieplejsze dni :P  Czasem lubię otoczyć się aromatem Sweet Apple w bardzo upalny dzień. U mnie to chyba zależy od nastroju, a niekoniecznie od pogody :)


Dlatego właśnie kilka dni temu zdecydowałam się zapalić Tarte Tatin, który jest raczej dosyć  ciepłym zapachem, ale jednak dedykowanym przez Yankee Candle na lato.


Gdy kolekcja Caffe Culture zawitała do Candle Room, to od pierwszego powąchania najbardziej spodobał mi się oczywiście Cappuccino Truffle, bo ma w sobie czekoladowe nuty. Natepny w kolejnosci był Pain Au Raisin, ktory skojarzyl mi sie ze słodką bułeczką maślaną i przy paleniu był całkiem smakowity. Natomiast Tarte Tatin przy pierwszym kontakcie miał dla mnie aromat ciepłej szarlotki ze zbyt bardzo podpieczonym kruchym spodem, co niespecjalnie mnie zachwyciło...


Tarte Tatin zapaliłam w wosku i do razu użyłam całego. Kominek z woskiem ustawiłam w dużym pokoju, podpaliłam tea light, usiadłam na fotelu i zaczęłyśmy z mamą oglądać jakiś film. Tak się wciągnęłam w film, że właściwie zupełnie zapomniałam o wosku. Jednak długo to nie trwało, bo skutecznie mi o sobie przypomniał. Po pewnej chwili, w gruncie rzeczy niezbyt długiej, do mojego nosa zaczął docierać delikatny jabłkowy aromat z nieco cieplejszą nutą. Początkowo miałam wrażenie, że ta ciepła nuta to aromat świeżo wyjętego z piekarnika kruchego spodu, na który zaraz będzie się wykładało jabłka z cynamonem... mmm chyba natchnęłam się na małe szarlotkowe co nieco. 
Jednak, gdy zapach coraz bardziej wkradał się w zakamarki pomieszczenia, tym silniejsze było moje wrażenie, że to ciepło ma w sobie trochę orzechowej nuty. Spodobało mi się to, bo rzadko spotykam się z orzechowym aromatem w produktach zapachowych.


Jeżeli miałabym określić jaka była cała ta kompozycja, to powiedziałabym , że niosła ze sobą słodką nutę jabłek z cynamonem uzupełnioną o aromat prażonych orzechów laskowych. Wszystko to natomiast dawało wrażenie dopiero co wyjętej z piekarnika szarlotki w dodatku wcale nie spieczonej.
Tarte Tatin zapaliłam już wieczorem, gdy na dworze nieco się ochładza i być może dlatego zapach nie wydał się drażniący, a muszę przyznać, że ma całkiem niezła intensywność i przy bardzo gorącym dniu mógłby być za ciężki. Chociaż kto wie może wcale nie. Ja uwielbiam piec szarlotke w lato i nigdy zapach mi nie przeszkadza, a pachnie w całym domu :D


Tak czy inaczej Tarte Tatin miło mnie zaskoczył i na pewno jeszcze go zapalę. Zdecydowanie polecam go "świeczkowym" łasuchom :)