wtorek, 11 kwietnia 2017

Star Anise and Orange Yankee Candle

Mam problem z anyżem… Chyba od zawsze, a przekonałam się o tym, jak miałam może jakieś 12 lat, gdy byłam na obozie w Grecji. W hotelowym sklepiku w oko wpadły mi czarne żelki Haribo. Byłam niezwykle tym podekscytowana, bo u nas w Polsce takich nie widziałam. Pomyślałam sobie, że pewnie są jakieś super smaczne… Nie były, były o smaku anyżowym :/ Czyli, jak się okazało, nie moim ulubionym. 
Od tamtej pory trzymałam się od wszystkiego „anyżowego” z daleka (przynajmniej świadomie) i pewnie nawet bym sobie o nim nie przypomniała, gdyby właśnie Yankee Candle nie wprowadziło w zeszłorocznej zimowej kolekcji  Q4 2016 zapachu z anyżową nutą - Star Anise & Orange. 





Anyż to oczywiście przyprawa, stosowana dosyć często w kuchni, głównie do wzbogacania smaku, ale również do zwykłego aromatyzowania potraw. Nie dziwi więc, że został użyty w świecach zapachowych. 
Do Star Anise & Orange podeszłam w pewną rezerwą, trochę bałam się tego zapachu. Wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że pierwszy kontakt nie jest taki straszny. Powiedziałabym nawet, że był dosyć intrygujący. Star Anise od razu zaliczyłam do bazy moich „dziwnych” aromatów. 
Przy pierwszym wąchaniu wyczułam w tym zapachu dosyć mocno anyż, ale był on przełamany dozą słodyczy i odrobiną świeżości. 
Wiadomo, że nie byłabym sobą gdybym nie zdecydowała się na ten zapach, bo wszystko co dziwne jest właśnie dla mnie :D
Do testów wybrałam mały słoik i gdy tylko mogłam to go zapaliłam. Bardzo mnie ciekawiło co ujawni mi ten zapach podczas palenia i tutaj pojawił się problem…
Myślałam, że zapach będzie bardzo wyraźnie ujawniał każdą swoją nutę, a tu się okazuje, że w trakcie palenia i to właściwie od pierwszego roztopionego fragmentu wosku, tworzy spójną kompozycję. Daje od razu doznanie pełnego zapachu, a nie po kolei ujawniającej się wanilii, pomarańczy czy piżma. Ze Star Anise & Orange jest trochę tak, jak ze spaghetti, że przy jedzeniu nie czuje się oddzielnie makaronu i sosu, tylko tworzy to całe „jednosmakowe” danie :P


No dobrze, ale jaki w takim razie był ten zapach? Otóż mi, i może Was to nie zachęcić, skojarzył się z syropem lub z Amolem. Ogólnie z ziołowym lekarstwem i wcale nie uważam tego za minus zapachu. Według mnie, to dosyć ciekawa kompozycja, taka nietypowa i wcale nie odrzucająca. Ma w sobie trochę świeżości i jednocześnie ciepła. 




Jedyne czego mi zabrakło w Star Anise, to intensywności. Spodziewałam się, że skoro zapach opiera się na piżmie, wanilii, sandałowcu i jest wzbogacony anyżem i pomarańczą, to okaże się naprawdę mocny, a tu się zawiodłam. Oczywiście w pokoju do 20m kw. był wystarczający, ale niestety już w większej przestrzeni nie dawał sobie rady. 

Mimo wszystko jestem zaintrygowana tą propozycją Yankee Candle, według mnie jest dosyć oryginalna i powinna dobrze sprawdzić się w jesienną lub zimowo – świąteczną porę. 

Polecam go fanom „dziwnych” kompozycji, ale powinien przypaść do gustu również tym, którym spodobał się np. Bay Leaf Wreath(klik) albo po prostu wszystkim „anyżowym” zwolennikom. 



2 komentarze:

  1. Aż mi zapachniało zimą i cynamonem! Ale mamy wiosnę ;) a tu już kolekcja na zimę?

    Marzeniaisnypl.Blogspot.Com

    OdpowiedzUsuń
  2. Och nie :), zapach Star Anise and Orange pochodzi z zeszłorocznej kolekcji zimowej:), ale z racji tego, że ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza, miałam ochotę ponownie zapalić coś cieplejszego,stąd recenzja zimowego zapach,pomimo wiosny :)

    OdpowiedzUsuń