czwartek, 18 lutego 2016

Lemongrass and Ginger

 Pierwszą dostawę w Nowym Roku mieliśmy z Yankee Candle z zapachami z kolekcji Q1 2016 My Serenity. W skład tej kolekcji wchodzą: Moonlight, Lemongrass & Ginger, My Serenity i Peony.


 Aromaty te będą niosły ze sobą delikatne nuty owoców z egzotycznymi kwiatami zwieńczonymi nutami drewna.
Już nie mogę się doczekać, aż wypróbuje wszystkich, ale jak na razie moje receptory nosowe skierowały się w stronę Lemongrass & Ginger.
Zdecydowałam, że ten zapach przetestuję jako pierwszy, ponieważ jest z imbirem, którego aromat uwielbiam :)
Lemongrass & Ginger, to połączenie cytryny z równie orzeźwiającą trawą cytrynową oraz nieco cieplejszymi imbirem i ambrą. Ja sprawdzając zapach w świecy wyczułam głównie cytrusowe nuty z dodatkiem ostrzejszych imbirowych. Według mnie zapach swoją „cytrynowością” jest zbliżony do niestety już wycofanego Sprakling Lemon czyli bardzo orzeźwiający!


Zaopatrzyłam się oczywiście w wosk i, gdy tylko nadarzyła się okazja przetestowałam go w swoim kominku.
Do miseczki włożyłam cały wosk, bo pomimo obecności w nim imbiru uznałam, że jak na mój duży salon może być za słaby. Cóż, nie myliłam się! Zapach potrzebował sporo czasu, żeby wreszcie uwolnić wszystkie swoje aromaty i muszę przyznać, że po uwolnieniu ich, nie zachwycił mnie...
Pierwsze nuty jakie wyczułam, to delikatny aromat trawy cytrynowej z lekko zaznaczającym się imbirem i jeszcze wtedy zapach był satysfakcjonujący, bo sprawiał wrażenie orzeźwiającego. Im dłużej wosk się palił tym mocniej wyczuwalna była w nim ambra, którą bardzo lubię, jednak im silniej wtapiała się w aromat, tym bardziej stawał się on słodki i nabrał niestety nut płynu do zmywania naczyń. Bardzo mnie to rozczarowało! Nie jestem wielką fanką cytrynowych aromatów, ale miałam nadzieję, że Lemongrass & Ginger będzie choć odrobinę zbliżony do Ginger Dusk(o którym więcej tutaj), który uwielbiam, a tu proszę takie zaskoczenie!
Lemongrass & Ginger paliłam w sumie już 3 razy mając nadzieję, że jeszcze odkryje w nim coś niepowtarzalnego, ale niestety za każdym razem się rozczarowuję.


Przyznaję, że jestem wybredna, jeżeli chodzi o zapachy z nutą cytrynową, ale ten aromat po prostu mi się nie podoba i według mnie ma jakąś „chemiczność” w sobie. Mogłabym długo wąchać go w świecy bez palenia, ale palący się wosk, to nie mój faworyt.
Patrząc na wosk pod względem technicznym, to okazał się za słaby na duże pomieszczenie, ale już wystarczający w nieco mniejszym(do 20m kw). Mimo tego, że aromat nie przypadł mi do gustu, to nie mogę powiedzieć, że był drażniący. Myslę, że jest wielu ludzi, którym spodoba się ten zapach, bo obiektywnie patrząc jest to kompozycja cytrusowa z cieplejszymi i trochę słodkimi nutami czyli dosyć ciekawa.



Pomimo mojej negatywnej opinii odnośnie tego zapachu polecam go przetestować, być może sama spróbuje zmieszać go z jakimś innym aromatem i wtedy odkryję go na nowo. A może ktoś z Was odnajdzie w nim coś intrygującego... :D

sobota, 6 lutego 2016

Zapachy lutego :)

 Luty zawitał, więc już czuć unoszącą się w powietrzu atmosferę Walentynek, mimo że mamy do nich jeszcze trochę czasu. Tak czy inaczej mam nadzieję, że coraz ładniejsza pogoda i oczywiście bliskość ukochanych umili Wam ten czas. A żeby każda chwila była romantyczna mamy Wam do zaproponowania dwa cudowne lutowe zapachy miesiąca.


Pierwszym z nich, który mamy nadzieję wprowadzi trochę ciepła w Wasze serca będzie Lake Sunset. Zapach delikatny, ale bardzo lubiany dlatego znowu zyskał swoje miejsce pośród zapachu miesiąca, bo jak pamiętacie pojawił się na tym stanowisku też w zeszłym roku we wrześniu. 



Lake Sunset niesie ze sobą ciepłe i subtelne aromaty drewna z odrobiną słodyczy ananasa, a całość tej kompozycji zamyka świeży aromat ozonu(więcej o tym zapachu tutaj) . Myślę, że ten zapach idealnie sprawdzi się na romantyczną kolację :)

Pink Hibiscus, to druga lutowa propozycja. Zapach ten pojawił się na wiosnę 2014 roku i nie mogę stwierdzić, że od razu podbił serca „wyznawców” Yankee Candle :P, ale teraz doczekał się swoich 5 minut i mam nadzieję, że zyska wielu fanów. 



A jaki zapach niesie Pink Hibiscus, otóż jest to prawdziwa pełnia aromatu świeżego hibiskusa z dodatkiem cytrusów. Kompozycja jest egzotyczna i bardzo kwiatowa. Kilka słów więcej o tym zapachu znajdziecie tutaj.


I jak, który zapach będzie uprzyjemniał Wam luty?

wtorek, 2 lutego 2016

Bundle Up

Kolekcja Q4 2015 bardzo mi się spodobała już od pierwszego powąchania. To kolekcja, w której skład wchodzą zapachy preferowane na tę bardziej zimową aurę, jednak jak wiadomo każdy ma swoje własne preferencje co, do dopasowania aromatu do pory roku. Ja mam za sobą już testy Winter Glow, Berry Trifle oraz Bundle Up. Obrazek tego ostatniego sugerowałby użytkowanie tylko w porze zimowej. Natomiast według mnie jest to idealny aromat na każdą porę roku.


Przy pierwszej węchowej próbie Bundle Up w słoju nie umiałam sklasyfikować tego aromatu. Według producenta ma nieść ze sobą zapach świeżego prania z dodatkiem cytrusów i lekkością śnieżnego puchu. Ten zapach rzeczywiście przypomina aromatem świeże pranie, ale moim zdaniem skrywa w sobie dużo więcej...

Pierwszy raz Bundle Up paliłam jeszcze przed świętami. Po włożeniu do kominka i podpaleniu tea light'a aromat uwalnia się prawie błyskawicznie. Dobrze się go wyczuwa już po minucie i dosyć szybko też się rozprzestrzenia po pomieszczeniu. Rozchodzi się bardzo świeżym aromatem z delikatnie wyczwalnymi słodkimi cytrusami i wydaje mi się, że gdzieś w głębi obecne są też drzewne nuty(być może cedr).


Intensywność Bundle Up, to chyba jedna z jego głównych zalet! Paliłam go już kilka razy i zapach nadal jest dobrze wyczuwalny.
Za pierwszym razem wosk paliłam w salonie czyli w największym pomieszczeniu w moim domu i aromat świetnie się rozniósł, i był stale wyczuwalny. Za drugim razem wosk paliłam w kominku ustawionym na szafie w przedpokoju i jego aromat rozniósł się na znaczną część domu. Trzeci raz wosk zapaliłam u siebie w mniejszym pokoju i był ciut mniej intensywny niż za pierwszym i drugim razem, ale zdecydowanie wystarczający, jak na nieco mniejsze pomieszczenie. Dopóki nie wymieniłam wosku w kominku na inny do testowania, to Bundle Up spełniał swoją funkcję wyśmienicie!
Zapach jest tak skomponowany, że mimo iż dedykowany na okres zimowy, to podejrzewam, że jest tak świeży i tak nieosaczający, że sprawdziłby się nawet w okresie letnim.


Bundle Up jest z tej samej gamy co Clean Cotton i Fluffy Towels i dorównuje im mocą, jednak jest bardziej subtelny. Myśle, że zajmie stałe miejsce na mojej liście zapachowej, bo jest po prostu piękny i spełnia swoją funkcję w 100% :D

A jak wasze wrażenie co, do tego zapachu? Mieliście okazję już go palić?