czwartek, 31 grudnia 2015

Wszystkiego Najlepszego...

Kochani wszystkiego najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku. Otaczajcie się wspaniałymi ludźmi oraz przepięknymi zapachami.
Pomyślności i szampańskiej zabawy życzy Candle Room


wtorek, 22 grudnia 2015

Mikołajkowe Spotkanie Blogerek

 Jak wcześniej już informowałyśmy, nie tak dawno, odbyło się Mikołajkowe Spotkanie Blogerek w Białymstoku. 


Spotkanie zorganizowano w Odskocznia Gastropub. Organizacją całego wydarzenia zajęły się białostockie blogerki Emilia oraz Asia.
Spotkanie miało na celu wymienienie się nowinkami i poradami ze świata kosmetyków, ale przede wszystkim zebranie karmy i koców dla zwięrząt ze schroniska w Białymstoku. Z pierwszej ręki wiemy, że udało się zebrać aż 200kg karmy dla zwierzaków i całą masę zabawek i koców! W tym miejscu chciałabym zachęcić wszystkich do udziału w takich akcjach i wspierania schronisk, szczególnie w okresie zimowym.


Candle Room objęło patronatem to spotkanie i przygotowało drobne upominki dla blogerek, które mamy nadzieję uprzyjemnią im świąteczny czas pięknymi zapachami :D Również niebawem na blogach dziewczyn pojawią się wszystkie recenzje wybranych produktów, a my już dziś gorąco zachęcamy do zapoznania się z nimi i śledzenia wszelkich nowinek na blogach!!
Szczegółowe relacje z wydarzenia znajdziecie na blogach dziewczyn: Emilia , Asia , Magda , Magdalena , Paula , Kasia , Martyna , Ewa.

A my przypominamy, że chętnie wspieramy wszelkie akcje charytatywne i zapraszamy do współpracy :D
Piszcie do nas na pomoc@candleroom.pl lub na Facebook'u.

Home For The Holidays

Już od jakiegoś czasu na półkach Candle Room goszczą zapachy limitowane Yankee Candle spowadzone prosto z USA. Rozgościły się już u nas takie zapachy, jak Oceanside, Golden Sands, Fresh Mint, Juicy Watermelon czy Sunflower.
Na święta, niczym cudowne "podchoinkowe" niespodzianki, zjechały do nas Gingerbread i Home For The Holidays, które okraszone są pięknymi świątecznymi etykietami :)
Oba zapachy są cudowne! Gingerbread, to głębia piernikowo – korzennej mocy, a Home For The Holidays, to piękny drzewny aromat z cynamonowym akcentem... mmm... aż nabrałam ochoty na małe ciasteczko :D



Zazwyczaj nie decyduję się na duże świece, szczególnie limitowane, bo mają nieco wyższą cenę niż duże świece z klasycznej kolekcji, ale tym razem wprost nie mogłam się powstrzymać i skusiłam się na duży słój Home For The Holidays.
Co roku kupuję dużą lub średnią świecę Yankee Candle na Wigilię, żeby wtedy ją odpalić i, by wszyscy mogli cieszyć się pięknym zapachem. Tym razem nie mogłam się oprzeć i zapaliłam Home For The Holidays już teraz. Zanim jednak przejdę do opisu zapachu podczas palenia, kilka słów o moich odczuciach przy pierwszym spotkaniu ze świecą.


Gdy mój nos pierwszy raz miał okazję zaczerpnąć aromatu Home For The Holidays, wyczułam delikatną żywiczną nutę z dodatkiem goździków. Zapach wydał mi się średnio mocny, ale bardzo trafiający w mój gust, więc bez wahania wybrałam go na mój wigilijny aromat :D
Do domu wróciłam późno i już nie odpalałam świecy, bo wiadomo, że dużym słojom potrzeba odrobiny czasu, żeby się dobrze wypalały. Tak czy inaczej swój pierwszy raz Home For The Holidays zaliczył następnego dnia.
Postawiłam słój na stoliku w salonie, podpaliłam knot, a żeby wosk szybciej się wytapiał, nałożyłam na świecę illuma lid(bez którego właściwie nie palę teraz żadnej świecy, bo inaczej źle się wypalają) i czekałam aż zapach zacznie się rozprzestrzeniać.


Zapach był wyczuwalny dosyć szybko, jednak z ocenianiem go wolałam poczekać, aż dobrze się rozpali. I gdy już to nastąpiło, i wosk był wypalony prawie na równo, poczułam pierwsze nuty zapachowe. Najpierw uwolnił się mój ulubiony goździkowy zapach, który mieszał się z pikanterią cynamonu, a gdzieś w oddali całą tę kompozycję zamykał delikatny drzewny aromat. Goździki z cynamonem są częstym połączeniem w tych bardziej świątecznych aromatach, jednak w Home For The Holidays bynajmniej nie grają pierwszych skrzypiec. Dzięki nieco cytrusowym nutom drzewa cedrowego cała kompozycja nabiera delikatnie herbacianych nut, a co za tym idzie zapach nie staje się za ciężki po długim paleniu.
W kwestii intensywności mogę powiedzieć, że jest zadowalająca. Zapach w dużym słoju zdecydowanie wystarcza na salon i wszystkie przedpokoje w domu :P Dodatkowo jestem bardzo zadowolona z tej świecy w kwestii technicznej, mianowicie, wosk idealnie się wypala za każdym razem, gdy odpalam zapach. Nie robi się żaden tunel, a knot nie kopci.


Jeżeli wcześniej sięgaliście po takie zapachy, jak Home Sweet Home, Cinnamon Stick, Sparkling Cinnamon czy Cosy By The Fire, to Home For The Holidyas też przypadnie Wam do gustu.

Zdecydowaliście się na jakiś zapach z kolekcji limitowanych?


piątek, 11 grudnia 2015

Zapachy grudnia :)

Początek grudnia, to ostatni przystanek przed świętami! To również ostatni moment, aby zaopatrzyć się w niepowtarzalne prezenty dla najbliższych. W tym celu najlepiej zajrzeć do Candle Room, bo przez cały miesiąc dostępne będą dwa zapachy w promocyjnych cenach. Ponadto znajdziecie u nas ciekawe dodatki do świec w świątecznej oprawie i nie tylko...

A tymi dwoma zapachami, które cały grudzień będą w nieco korzystniejszych cenach, to Season Of Peace i Icicles.


Pierwszy z tych zapachów czyli Season Of Peace, pomoże ukoić skołatane świąteczną gorączką nerwy. Cytrusowy aromat bergamotki ze świeżością mięty pieprzowej, pikanterią paczuli i kojącym aromatem drzewa cedrowego, sprawią, że każda kolejna chwila wypełniona tym zapachem da Wam wytchnienie.
Season Of Peace na pewno spodoba się miłośnikom delikatnych i świeżych aromatów.



Icicles, drugi z grudniowych zapachów, to aromat zmrożonych zimowym podmuchem gałęzi sosny z delikatną cynamonową posypką :) Powinien trafić do serc fanów takich zapachów, jak Silver Birch, Christmas Garland czy Sparkling Snow oraz do miłośników wszelkich drzewnych nut.



Planujecie w tym roku zapachowe upominki dla rodziny, czy może sami skusicie się na grudniowe aromaty?




wtorek, 8 grudnia 2015

Winter Glow

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Zewsząd krzyczą witryny sklepowe z pięknymi i roziskrzonymi wystawami. Dookoła piękne migoczące dekoracje i oczywiście reklamy w telewizji i nie tylko.


Wszystkie te elementy mają wprowadzić świąteczny nastrój i pewnie większości się on udziela, a ja jednak od jakiegoś czasu nie mogę wprowadzić się w ten Bożonarodzeniowy klimat. Tak naprawdę czuję „świąteczną moc” dopiero w Wigilię. Tak mi się zdaje, że im starsza jestem tym mniej nastraja mnie ta cała, można powiedzieć, „komercyjna” część świąt, a bardziej spędzanie czasu z rodziną. Niekończące się rozmowy, śmiechy i napełnione masą jedzenia brzuchy, to jest to, co sprawia mi coraz większą radość.
W tym roku jednak postanowiłam przeciwdziałać mojemu nastrojowi i zdecydowałam się, wcześniej niż w Wigilię, palić zapachy zimowo – świąteczne. Wybrałam Winter Glow, który jako drugi z kolekcji Q4 2015 trafił do mojego kominka.


Gdy wąchałam wosk za pierwszym razem, nie zachwycił mnie ani intensywnością, ani też zapachem, a spodziewałam się, że zestawienie świerku z bursztynem bardzo przypadnie mi do gustu. To, co wyczułam, to bardzo świeże i odrobinę słodkie nuty. Nie zdecydowałam się na wosk od razu, bo po prostu nie byłam przekonana. Zmieniłam zdanie dopiero po kilku dniach, gdy powąchałam wosku drugi raz. Okazał się wtedy bardzo ciekawy. Niósł ze sobą zapach dopiero co wniesionej do domu z chłodnego dworu choinki. Nie wiem dlaczego tak się stało i co miało na to wpływ, ale po drugim podejściu Winter Glow bardzo mi się spodobał :) Dlatego też, gdy miałam wolną chwilę postanowiłam go odpalić i sprawdzić, czy rzeczywiście wniesie do domu zimowy podmuch świąt.


Kominek ustawiłam nad kominkiem :P, włożyłam wosk i podpaliłam tea light. Zapach ze względu na to, że jest dosyć delikatny potrzebował odrobiny czasu by się uwolnić. Dobrze wyczuwalny zaczął być dopiero, gdy wosk całkowicie się rozpuścił.
Wtedy uniósł się w domu przyjemną świeżą nutą. Pierwsze akcenty jakie uwolnił, to lekki i bardzo naturalny aromat igiełek świerkowych, a im głębszy stawał się zapach tym silniej wyczuwałam w nim słodki i delikatnie dymny bursztyn. Gdy te składniki dobrze się ze sobą zmieszały Winter Glow nabrał nieco perfumowych i bardzo subtelnych nut. Wniósł do pomieszczenia świeży aromat lasu przełamany żywicznym ciepłem. Tak, zdecydowanie pobudził we mnie świąteczne emocje :D
Jak na pokój tak do 60m kw Winter Glow całkiem nieźle dawał sobie radę, jednak nie był stale wyczuwalny, a tylko przy przemieszczających się prądach powietrza :)
Polecam go raczej do średniej wielkości pomieszczeń, myślę że tak do 30m kw, bo w większych po prostu ginie i nie jest w stanie w pełni pokazać swojego pięknego zapachu.


Myślę, że ten zimowo – leśny zapach przypadnie do gustu miłośnikom Silver Birch, Seasone Of Peace, Angles Wings, Sparkling Snow czy nawet Honey Glow :D

Testowaliście już Winter Glow? Jakie wrażenia?

czwartek, 3 grudnia 2015

Spotkanie blogerek w Białymstoku :)

Candle Room zawsze chętnie wspiera wszelkie inicjatywy, którym przyświeca szczytny cel, dlatego też postanowiliśmy objąć patronatem organizowane w Białymstoku spotkanie blogerek. 


Jego celem poza prezentowaniem produktów kosmetycznych i dzieleniem się opiniami na ich temat, będzie również zbiórka karmy i koców dla zwierząt ze schroniska w Białymstoku (https://web.facebook.com/Schronisko-dla-zwierz%C4%85t-w-Bia%C5%82ymstoku-567903586587325/?fref=ts&__mref=message_bubble).


Bardzo się cieszymy, że organizatorki tego spotkania, autorki blogów http://kobiecosci.blogspot.com/ oraz http://joannanienaltowska.blogspot.com/, zaangażowały nas w tę akcję, ponieważ każda pomoc udzielona zwierzętom, szczególnie w porze zimowej jest wskazana :D

Spotkanie odbędzie się w Białymstoku już w tę sobotę (05.12.2015) :)

Gorąco wszystkich zachęcamy do wspierania podobnych akcji i zapraszamy do współpracy!!!

środa, 25 listopada 2015

Berry Trifle - Q4 2015

W tym roku  już  pod koniec października  na  sklepowych półkach pojawiła się kolekcja Q4 2015 Baby It's Fun Outside :) 



Bardzo mnie to cieszy, ponieważ  zimowe zapachy  zawsze najbardziej mnie przyciągają. Uwielbiam leśne i te nieco cieplejsze pomarańczowo – goździkowe aromaty. I właśnie nie wiedzieć czemu jako pierwszy z kolekcji Q4 testowałam Berry Trifle, czyli połączenie cierpkości owoców jagodowych z wanilią :P Już z samego opisu można stwierdzić, że zapach należy raczej do tych słodkich z lekką nutą ciasteczka, czyli też do tych, których nie jestem wielką fanką.


Pierwsze moje wrażenia względem tego zapachu były pozytywne. Berry Trifle, chociaż należy do „ciasteczkowych” aromatów,  ma w sobie coś owocowo – przyjemnego. Ja po pierwszym powąchaniu wyczułam w nim oczywiście wanilię, jednak nie była ona bardzo intensywna, natomiast  wyraźnie  czułam nuty malinowo-jagodowe
Po testach „na sucho” przyszła pora na „próbę ognia” :P. Odpakowałam wosk z folii, i w całości włożyłam do kominka. Podpaliłam tea light i pozwoliłam aromatowi powoli się uwalniać. Po niezbyt długim czasie aromat stał się wyczuwalny. Już na początku zdziwiło mnie to, że jako pierwsze wyczułam właśnie owoce, nadal czułam malinę, jednak tym razem towarzyszył jej bardziej porzeczkowy aromat. Było w tym więcej kwaskowatości niż słodyczy, być może stąd moje odczucia. Tak jak już wspomniałam  na początku palenia czułam tylko wyraźną nutę owoców, dopiero po jakichś 10 minutach nieśmiało  dołączyła do  nich wanilia. Bardzo mnie to zaskoczyło, że aż tak późno, bo wanilia należy raczej do dominujących aromatów. W dodatku nawet, jak już była wyczuwalna, to nie ustępowała miejsca cierpkości i kwaskowatości owoców. Tliła się tylko gdzieś w oddali, ale przyznaje, że nadała całej kompozycji przyjemnej słodyczy.
Całe to zestawienie zapachowe jest ładne i przy paleniu dużo mniej „ciasteczkowe”, a bardziej jogurtowo – śmietankowe.
Berry Trifle uwolnił swój zapach w całkiem zadowalającym tempie i również satysfakcjonująca okazała się jego intensywność. Cierpki aromat owoców i słodycz wanilii wędrowały sobie spokojnie po całym pokoju i przespacerowały się też po przedpokoju. Tak, więc uważam, że zasięg Berry Trifle jest wystarczający :)

To połączenie zapachowe nie jest według mnie czymś zaskakującym i nie należy może do moich ulubionych, ale myślę, że znajdzie wielu zwolenników wśród fanów Yankee Candle. Jeżeli przypadły Wam do gustu takie zapachy, jak Blueberry Scone, Berrylicious, French Vanilla czy Summer Scoop to ten zapach również powinniście wypróbować :D



czwartek, 19 listopada 2015

Procado - Opium

Czerwień, brąz i żółć... Promienie słońca przedzierające się przez gałęzie drzew. Unoszący się w powietrzu zapach drewna i ziemi. Ach, tak...jeszcze niedawno można było cieszyć się taką aurą. Teraz jedyne co nas wita za oknem to mgła, deszcz albo sterta mokrych liści na ziemi. No cóż, nic nie trwa wiecznie, ale mimo tych szybkich zmian jesień to nadal moja ulubiona pora roku. Pobudza we mnie całą masę dobrej energii :) Dlatego też, optymistycznie nastrojona postanowiłam spędzić trochę czasu pod kocem w towarzystwie dobrej książki, pełnego kubka gorącej czekolady i oczywiście jakiegoś przyjemnego zapachu. 


Odkąd zaprzyjaźniłam się z woskami zapachowymi, nie wyobrażam sobie chwili dla siebie z książką bez odpowiedniego aromatycznego „umilacza” :)


Tym razem jednak nie sięgnęłam po woski Yankee Candle, a zdecydowałam się na jeden z zapachów marki Procado. W ręce wpadł mi wosk o tajemniczej nazwie Opium.


Otóż opium, to substancja pozyskiwana z maku lekarskiego w postaci wysuszonego soku mlecznego. Substancja ta zawiera w sobie między innymi morfinę i kodeinę czyli silne substancje znieczulające i przeciwbólowe. Opium było bardzo popularne w XIX wieku w Wielkiej Brytanii i USA, jednak większości kojarzy się ono głównie z odległymi Chinami.
Opium najintensywniej pachnie podczas dymienia i wtedy działa prawie jak kadzidło, tyle tylko, że w dużym stężeniu może wpływać również odurzająco. No cóż ja nie planowałam się odurzać, a tylko nieco ogrzać, ale aromat wydał mi się na tyle ciepły, że postanowiłam zaryzykować :P


Tak, jak w przypadku wosku Procado Kwiat Wiśni, również Opium nie miałam w całości, tylko mały kawałek. Jednak tak, jak przekonałam się z Wiśnią, w odniesieniu do tych wosków sprawdza się stwierdzenie, że „wielkość nie ma znaczenia” :)
Włożyłam więc malutki wosk do miseczki i zapaliłam podgrzewacz. Wosk dzięki swojej lekkie konsystencji prawie od razu zaczął się rozpuszczać i wydzielać przyjemny aromat.
Uwolnił się delikatną kadzidlaną nutą, do której po chwili dołączył kwiatowy aromat. Skojarzył mi się on z goździkami(kwiatami), jednak podejrzewam, że za takie wrażenie bardziej odpowiada jaśmin, który jest w składzie zapachu Opium. Te dwie nuty mieszały się ze sobą jakiś czas, aż w końcu dołączył do nich ciepły, ale subtelny aromat paczuli.
Cała kompozycja stała się zmysłowa i miałam wrażenie jakby skrywała w sobie jakąś tajemnicę :)
Zapach niósł się bardzo przyjemną falą po całym domu. Był dobrze wyczuwalny w salonie, ale jego lekki powiew było czuć również w innych zakątkach domu. Opium to zapach bardzo obecny, ale zdecydowanie nie bardzo przytłaczający. Sprawił, że w domu zrobił się bardzo ciepły klimat, a co najważniejsze spodobał się całej mojej rodzinie. Coś tak podejrzewam, że będę musiała zaopatrzyć się w spory zapas tego wosku.


Opium, to kolejne zestawienie zapachowe, którego odpowiednika nijak szukać w aromatach Yankee Candle. To kompozycja, która bardziej przypomina aromaty kadzidlane, dlatego wydaje mi się, że znajdzie fanów wśród zwolenników właśnie wszelkiego rodzaju kadzidełek. Ja jestem całkowicie przekonana do Opium i bardzo mnie ciekawi, jak pachnie prawdziwe opium i, czy jest choć trochę zbliżone do aromatu wosku. Jeżeli tak, to chętnie paliłabym je codziennie :D

czwartek, 5 listopada 2015

Pachnący listopad :)

Do Candle Room już zawitały pierwsze zwiastuny zimy w postaci listopadowego zapachu miesiąca. Są to dwa zapachy: Christmas Garland, który pojawił się na liście Yankee Candle w zeszłym roku na zimę oraz obecny już od dawna i przez wielu bardzo lubiany Cranberry Ice. 


Pierwszy z tych zapachów czyli Christmas Garland, to niezwykle świeży aromat sosnowych gałązek delikatnie wzbogacony o nuty kwaśnej i cierpkiej żurawiny. 


Powinien zagościć na półkach wszystkich fanów Icicles, Silver Birch, Seasone Of Peace czy Sparkling Snow.


Druga propozycja Yankee na listopad, to Cranberry Ice, który w zeszłym roku w listopadzie również piastował to stanowisko, co chyba w sposób oczywisty obrazuje, jak bardzo lubiany jest wśród "świeczkomaniaków". A zapach jaki ze sobą niesie, to powiew słodkiej żurawiny schowanej pod śnieżną pierzynką :) 


Cranberry Ice będzie idealny dla fanów Cranberry Twist, Black Cherry czy lubianego Mandarin Cranberry. 


Czy któryś z tych zapachów macie już w kolekcji, czy może nadal czeka na swoje miejsce w Waszym zapachowym świecie? :D


poniedziałek, 2 listopada 2015

Zapach Miesiąca w pierwszej połowie 2016 roku

Styczeń: Fluffy Towels i Champaca Blossom


Fluffy Towels - niesamowicie świeży zapach dopiero co wypranych ręczników, zdjętych ze sznurka, uzupełniony o nuty lawendy, cytryny, jabłka i lilii. Żaden inny zapach nie nadaje powietrzu tak niesamowitej czystości. 

Champaca Blossom - łagodny i ciepły zapach magnolii przypominający o wiosennych wyprawach do ogrodu botanicznego. 


Luty: Lake Sunset i Pink Hibiscus


Lake Sunset - pudrowe połączenie kwiatów, ananasa i drewna, które wraz z zapachem ozonu, pozwalają odprężyć się po ciężkim dniu.

Pink Hibiscus - delikatny cytrusowy aromat rozkwitających w słoneczne dni tropikalnych kwiatów hibiskusa.


Marzec: Pink Grapefruit i A Child's Wish


Pink Grapefruit - prawdziwa pełnia aromatu soczystego różowego grejpfruta.

A Child's Wish - delikatny powiew wiosennego wiatru, niosącego zapach świeżej trawy i polnych kwiatów podszytych odrobiną ciepła, które sprawią, że poczujesz się, jak podczas zabaw w ogrodzie pełnym nieznanych aromatów. 


Kwiecień: Sicilian Lemon i Serengeti Sunset


Sicilian Lemon - aromat energetycznej, sycylijskiej cytryny z nutą słodyczy

Serengeti Sunset - w Narodowym Parku Serengeti zachód słońca, to nie tylko gra kolorów, ale również zapachów. Połączenie aromatu egzotycznych owoców, cytrusowych nut, kwiatów lotosu oraz bursztynu.


Maj: Honey Blossom i Pink Dragon Fruit


Honey Blossom - zapach poranego spaceru przez łąkę pełną letnich kwiatów do pasieki otulonej aromatem piżma miodowego i świeżego drewna.

Pink Dragon Fruit - soczysty i słodki aromat egzotycznych owoców czerwonej pitaji, której kwiaty rozkwitają jedynie nocą.


Czerwiec: Pineapple Cilantro i Turquoise Sky


Pineapple Cilantro - wybierz się w podróż na tropikalną wyspę pełną dojrzewających w słońcu soczystych ananasów, muśniętych świeżością kolendry i słodyczą kokosów.

Turquoise Sky - powiew czystego powietrza znad oceanu, łączącego w sobie aromaty bujnych zielonych traw i ciepłego piżma, sprawi że uniesiesz się i sięgniesz chmur wędrujących po turkusowym niebie. 





środa, 28 października 2015

Gingerbread Maple

Gdy na dworze pogoda już nie zachęca do długich spacerów, to nabieram ogromnej ochoty na różnego rodzaju zajęcia domowe. Moim ulubionym jest przemeblowywanie całego pokoju, co ostatecznie i tak kończy się w ten sam sposób – wielki bałagan, a meble nadal w tym samym miejscu :D I gdy już brak mi weny do reorganizowania mojej przestrzeni, zabieram się do kuchennych eksperymentów.


Uwielbiam gotować i używać do tego całej masy pięknie pachnących przypraw i mam ich w kuchni tyle, że aż półka się pod nimi ugina. Właśnie te pachnące przyprawy zachęciły mnie do kolejnego zapachowego spotkania z kolekcją Sweet Treats.
Aromaty cynamonu i imbiru skierowały moje myśli w stronę zapachu Gingerbread Maple, który po pierwszym powąchaniu tak mi się spodobał, że już nie mogłam się doczekać aż go przetestuję.


Według producenta Gingerbread Maple, to aromat piernika z dodatkiem słodkiego kremu klonowego. Mnie natomiast przy pierwszej próbie zapachu w słoju wydał się mało piernikowy za to pełen aromatycznych korzennych przypraw, w których ja wyczułam imbir i chyba nieco kardamonu być może nawet odrobinę cynamonu. Muszę przyznać, że od razu mnie urzekł ten zapach. Dlatego też w wolnej chwili odpaliłam go w kominku.



Po dosłownie chwili Gingerbread Maple rozniósł się przyjemnym ciepłym aromatem. Od razu wyczułam w nim nieco cynamonowo – imbirową nutę. Zapach jest bardzo korzenny, zdecydowanie odpowiedni na te już chłodniejsze dni. Przypomina mi pierniczki, którymi niedawno częstowała mnie moja przyjaciółka. Były bardzo smaczne, a ponieważ sama je wypiekała, to gdy tylko weszło się do niej do domu, od razu wyczuwało się różne smakowitości piekarnicze :D 


Gingerbread Maple ma korzenny i nieco słodki zapach. Z całą pewnością bardzo smaczny ;P
Wosk paliłam w dużym pokoju i pachniał bardzo intensywnie, ale nie był ciężki, jednak to już jest kwestia gustu, bo ja uwielbiam korzenne i ciepłe aromaty, więc dla fanów tych lżejszych może być za mocny. Tak czy inaczej polecam go wszelkim „łasuchom” zapachowym i miłośnikom aromatów piernikowych, imbirowych i cynamonowych. Jeżeli chodzi o Yankee Candle, to Gingerbread na pewno spodoba się tym, którzy sięgnęli wcześniej po Christmas Memorise, Ginger Dusk czy Tarte Tatin.


Kolekcja Sweet Treats chyba przypadnie mi do gustu w całości, jednak jeszcze przede mną Vanilla Bourbon, po której nie wiem czego się spodziewać.

A, czy Wy już mieliście do czynienia z tą smakowitą kolekcją?