poniedziałek, 12 czerwca 2017

Garden By The Sea Yankee Candle


Postanowiłam sobie zrobić nieco wolnego od miejskiego zgiełku i szybkiego życia. Wylądowałam na moich ukochanych mazurach :) Uwielbiam Polskę i to co ma do zaoferowania, ale nasza pełna jezior kraina, to zdecydowanie moje miejsce na ziemi. Miejsce do złapania oddechu i naładowania się na nowe wyzwania w moim codziennym życiu. Jako miłośniczka wszelkich zapachów i fanka Yankee Candle, nie mogłabym odpoczywać bez żadnego zapachowego „umilacza” :)
Na mazurski odpoczynek postanowiłam wziąć ze sobą Garden By The Sea z kolekcji Coastal Living. Być może nazwa i obrazek nie kojarzą się z lasem, ale skusił mnie aromat,a nie jego oprawa. 




Garden By The Sea paliłam w wosku i użyłam tylko połowy, bo po pierwszym powąchaniu zapach wydał mi się mocny, poza tym już zawczasu wiedziałam, że pewnie jeszcze go zapalę, więc nierozważnie byłoby spalić cały. 



Po niewielkiej chwili od odpalenia tea lighta zapach zaczął się uwalniać i wtedy ogarnęła mnie intensywna perfumowa nuta fiołka, która mieszała się ze słodyczą, która mi skojarzyła się z białą czekoladą albo ze smakowitym musem bananowym… Wiem dziwne skojarzenia, ale właśnie tak to odczułam. Im więcej ciepła dostawał wosk tym jego kwiatowe nuty się pogłębiały i do moich nozdrzy zaczęły się wkradać nuty nie tylko fiołka, ale też konwalii czy róży, a całość zamykał aromat bursztynu. 

Garden By The Sea ma w sobie całą feerię aromatów, ale mimo nadmiaru można go jednoznacznie sklasyfikować jako słodko-kwiatowy. Postawiłabym go w szeregu razem z Madagascan Orchid czy Cherry Blossom, ponieważ oba te zapachy są zarówno kwiatowe, jak i słodkie. 

Połowa wosku spokojnie starcza na pomieszczenie ok. 40m kw i pachnie z tą samą intensywnością przez cały czas palenia. Myślę że spodoba się fanom mocniejszych kwiatowych aromatów.






A jak Wasze odczucia względem tego zapachu? Miał już on swoją kolej w kominku, czy nadal czeka?

1 komentarz: