czwartek, 13 lutego 2014

Champaca Blossom - Q1 2014

Pogoda za oknem nie zachęca do wychodzenia z domu. Na ulicach nie ma już śniegu, ale jeszcze nie jest to wiosna. Takie polskie przedwiośnie - szaro i deszczowo. Oby trwało jak najkrócej, bo ja bardzo stęskniłam się za wiosną. Uznałam więc, że spróbuję nowe zapachy, które Yankee Candle proponuje nam w serii Q1. Może w ten sposób sprawię, że wiosna przyjdzie trochę szybciej? :) Muszę przyznać, że nie jestem wielką fanką kwiatowych zapachów. Ale ponieważ ciekawość to moje drugie imię, zdecydowałam się na mały test zapachowy.
Muszę przyznać, że małe ryzyko opłaciło się!
 Champaca Blossom pozwolił mi na chwilę zapomnieć o jeszcze zimowej aurze za oknem.
 Kominek do aromaterapii to bardzo ważny element w mojej sypialni. Uwielbiam zasypiać przy cudownych zapachach. Jednak tym razem zapach zapaliłam w ciągu dnia. Położyłam połówkę wosku w kominku, odpaliłam tea light i czekałam na rezultat.


Pierwszą poczułam oczywiście magnolię. Bardzo kwiatowy i dość intensywny aromat wypełnił mój pokój. Jednak zapach zmieniał się podczas palenia. Do magnolii dołączyły cytrusy, które dodały świeżą nutę. Mile mnie to zaskoczyło, bo trochę obawiałam się, że przy dłuższym paleniu zapach stanie się przytłaczający. Moim zdaniem Champaca Blossom to jeden z najświeższych kwiatowych zapachów w obecnej ofercie Yankee Candle.
Jednak jedna myśl nie dawała mi spokoju - z czym kojarzy mi się ten zapach. W początkowo niezrozumiały sposób przeniosłam się w czasy dzieciństwa, kiedy w każde ferie zimowe całą rodziną wyjeżdżaliśmy w góry. Ale co ma wspólnego egzotyczny owoc z moją nauką jazdy na nartach? Wszystko za sprawą mojego taty, a dokładniej perfum, które używał kilka lat temu. Zapach na bazie ogórka, którego ja wyczuwam również w Champaca Blossom. A ponieważ to tata nauczył mnie jazdy na nartach, moje powiązanie zapachu wosku z górami jest zrozumiałe.
Champaca nazywana jest również drzewem radości. Dla mnie radość to dłuższe dni i świeży wiosenny powiew wiatru, który odgania zimę i pozwala rozkwitnąć kwiatom. Cieszę się, że mogę poczuć wiosnę już w lutym.
Podsumowując - Champaca Blossom to zapach, który warto przetestować. Uważam, że spodoba się on osobom kochającym subtelne zapachy, a dla miłośników tych intensywnych będzie miłą odmianą. Na pewno warto go poznać :)


środa, 5 lutego 2014

Season Of Peace

Nareszcie pojawiła się u nas zima. Wiele osób nie przepada za tą porą roku, jednak są również i tacy, którzy czekali na śnieżną aurę. Do tej drugiej grupy należą zwłaszcza dzieci, które uwielbiają śnieżne bitwy i saneczkowe wyścigi. Muszę przyznać, że ja również cieszę się z obecnej pogody. Uwielbiam zimowe krajobrazy, a najbardziej urzekają mnie uśpione lasy przykryte warstwą śniegu.
Właśnie na taką pogodę czekałam, by przetestować zapach Season Of Peace. Zapewne duży wpływ na tę decyzję miał obrazek, który znajduje się na wosku. Czy rzeczywiście tak pachnie zima?
Zapach od razu przypadł mi do gustu. Świeżość mięty, przełamana słodyczą kwiatów bergamotki i ziarnami wanilii. Nie za słodki, o intensywności idealnej na poświąteczny czas. Wosk pachniał tak jednak tylko przed zapaleniem. Po 5 minutach palenia mięta stała się jedynie tłem zapachu, ale nadal wprowadzała do aromatu stonowaną świeżość.


Kolejne minuty mijały, a palący się wosk coraz bardziej mnie zaskakiwał. Ylang ylang i drzewo cedrowe sprawiły, że mój pokój wypełnił się cudownym aromatem. Trochę jakby damskie perfumy, ale nie takie mocne, raczej delikatne i świeże. Dwa dni później zrozumiałam do czego mogę porównać Season Of Peace. Jest to szalik pachnący ulubionymi perfumami po spacerze w słoneczny, ale bardzo chłodny zimowy dzień. Słodycz i elegancja perfum łączy się z mroźnym powietrzem - tak właśnie pachnie dla mnie Season Of Peace.
Jest jeszcze jedna cecha tego zapachu - w błyskawicznym tempie rozchodzi się po całym domu. 

Dzięki temu aromatem można delektować się w każdym pomieszczeniu.
Season Of Peace trafia na listę moich ulubionych zapachów. Sądzę, że będę po niego sięgać nie tylko zimą, ale również podczas letnich upałów, kiedy będę szukała odrobiny miętowej świeżości.