czwartek, 19 listopada 2015

Procado - Opium

Czerwień, brąz i żółć... Promienie słońca przedzierające się przez gałęzie drzew. Unoszący się w powietrzu zapach drewna i ziemi. Ach, tak...jeszcze niedawno można było cieszyć się taką aurą. Teraz jedyne co nas wita za oknem to mgła, deszcz albo sterta mokrych liści na ziemi. No cóż, nic nie trwa wiecznie, ale mimo tych szybkich zmian jesień to nadal moja ulubiona pora roku. Pobudza we mnie całą masę dobrej energii :) Dlatego też, optymistycznie nastrojona postanowiłam spędzić trochę czasu pod kocem w towarzystwie dobrej książki, pełnego kubka gorącej czekolady i oczywiście jakiegoś przyjemnego zapachu. 


Odkąd zaprzyjaźniłam się z woskami zapachowymi, nie wyobrażam sobie chwili dla siebie z książką bez odpowiedniego aromatycznego „umilacza” :)


Tym razem jednak nie sięgnęłam po woski Yankee Candle, a zdecydowałam się na jeden z zapachów marki Procado. W ręce wpadł mi wosk o tajemniczej nazwie Opium.


Otóż opium, to substancja pozyskiwana z maku lekarskiego w postaci wysuszonego soku mlecznego. Substancja ta zawiera w sobie między innymi morfinę i kodeinę czyli silne substancje znieczulające i przeciwbólowe. Opium było bardzo popularne w XIX wieku w Wielkiej Brytanii i USA, jednak większości kojarzy się ono głównie z odległymi Chinami.
Opium najintensywniej pachnie podczas dymienia i wtedy działa prawie jak kadzidło, tyle tylko, że w dużym stężeniu może wpływać również odurzająco. No cóż ja nie planowałam się odurzać, a tylko nieco ogrzać, ale aromat wydał mi się na tyle ciepły, że postanowiłam zaryzykować :P


Tak, jak w przypadku wosku Procado Kwiat Wiśni, również Opium nie miałam w całości, tylko mały kawałek. Jednak tak, jak przekonałam się z Wiśnią, w odniesieniu do tych wosków sprawdza się stwierdzenie, że „wielkość nie ma znaczenia” :)
Włożyłam więc malutki wosk do miseczki i zapaliłam podgrzewacz. Wosk dzięki swojej lekkie konsystencji prawie od razu zaczął się rozpuszczać i wydzielać przyjemny aromat.
Uwolnił się delikatną kadzidlaną nutą, do której po chwili dołączył kwiatowy aromat. Skojarzył mi się on z goździkami(kwiatami), jednak podejrzewam, że za takie wrażenie bardziej odpowiada jaśmin, który jest w składzie zapachu Opium. Te dwie nuty mieszały się ze sobą jakiś czas, aż w końcu dołączył do nich ciepły, ale subtelny aromat paczuli.
Cała kompozycja stała się zmysłowa i miałam wrażenie jakby skrywała w sobie jakąś tajemnicę :)
Zapach niósł się bardzo przyjemną falą po całym domu. Był dobrze wyczuwalny w salonie, ale jego lekki powiew było czuć również w innych zakątkach domu. Opium to zapach bardzo obecny, ale zdecydowanie nie bardzo przytłaczający. Sprawił, że w domu zrobił się bardzo ciepły klimat, a co najważniejsze spodobał się całej mojej rodzinie. Coś tak podejrzewam, że będę musiała zaopatrzyć się w spory zapas tego wosku.


Opium, to kolejne zestawienie zapachowe, którego odpowiednika nijak szukać w aromatach Yankee Candle. To kompozycja, która bardziej przypomina aromaty kadzidlane, dlatego wydaje mi się, że znajdzie fanów wśród zwolenników właśnie wszelkiego rodzaju kadzidełek. Ja jestem całkowicie przekonana do Opium i bardzo mnie ciekawi, jak pachnie prawdziwe opium i, czy jest choć trochę zbliżone do aromatu wosku. Jeżeli tak, to chętnie paliłabym je codziennie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz