środa, 15 lipca 2015

Beach Holiday

Są takie dwa miesiące w roku, które zawsze napawają mnie radością, ale i lekkim zdenerwowaniem. Mowa o lipcu i sierpniu czyli dwóch miesiącach zwanych wakacjami czy labą. Wiem, że nie wszyscy mają wtedy wolne, właściwie wolne to mają tylko świeżo upieczeni maturzyści, ale każdy w jakiś tam sposób planuje sobie ten czas na upragniony wypoczynek.
Cóż ja zawsze przed wakacjami jestem trochę poddenerwowana, a to dlatego, że też bardzo chciałabym gdzieś pojechać, odpocząć, jednak całe to planowanie wyjazdu i namawianie znajomych, żeby też chcieli się gdzieś ruszyć, zazwyczaj kończy się niezorganizowaniem sobie niczego :/ Cóż, wakacje to nie moja pora, dużo łatwiej jest mi zaplanować coś na kwiecień i maj, czy nawet wrzesień niż na te dwa letnie miesiące :)
Pomimo tego znajduję odrobinę czasu dla siebie i wtedy zawsze bardzo cieszy mnie to , że mieszkam w domu z ogrodem, mam gdzie leniuchować i smażyć się na słońcu :P Ten czas jest dodatkowo przyjemny odkąd odkryłam zapachy Yankee Candle, bo zawsze mogę spędzać wolne chwile z pachnącym towarzyszem.
Tym razem umiliłam sobie wolne, ciepłe popołudnie aromatem Beach Holiday :) Zapach ten pojawił się w maju tego roku razem z Wild Sea Grass w serii limitowanej Yankee. Już na samym początku oba aromaty zrobiły furorę wśród „świeczkomaniaków”. Pewnie dlatego, że oba są świeże i idealnie pasujące na letni czas.

 
Beach Holiday, skrywa w sobie aromaty słodkiego jabłka z dodatkiem lawendy, fiołka i egzotycznej orchidei, a wszystko to zamyka świeży aromat drzewa cedrowego. Ja skusiłam się na wosk. Planowałam do kominka włożyć cały, bo uznałam, że skoro zapach jest świeży, to nie będzie bardzo mocny, jednak gdy tylko odwinęłam wosk z folii, do mojego nosa wpadł dosyć dobrze wyczuwalny aromat. Zdecydowałam się użyć tylko połówki małego „pachnidełka” :) To była dobra decyzja!
Zarówno w świecy, jak i w samym wosku zapach przypomina mi wycofany już Coastal Waters, jednak jest nieco mocniejszy i ma bardziej wyraźne nuty. Dlatego też nie bałam się go zapalić, bo wydawało mi się, że nie może mieć w sobie składników, które by mnie drażniły.
Po podpaleniu tea light'a wosk bardzo szybko uwolnił swój aromat. Początkowo nie był on zbyt intensywny, ale po kilku minutach nabrał mocy, był równie wyczuwalny na dużej przestrzeni, jak Garden Sweet Pea, który jest dosyć subtelnym aromatem, ale bardzo lotnym. 

 
Aromat, jaki wyczułam był rzeczywiście bardzo świeży, delikatnie morski. Dla mnie miał w sobie nuty zbliżone do Champaca Blossom. Podejrzewam, że to sprawka fiołka, który ma bardzo przyjemny kwiatowy aromat . Dla mnie ta kompozycja okazała się niestety zbyt intensywna...
Po mniej niż pół godzinie zgasiłam podgrzewacz, bo Beach Holiday tak mocno wdzierał się w mój nos , że zaczął mnie drażnić. Być może siedziałam zbyt blisko kominka(ok. 1 metra), dlatego tak mnie osaczył :). Przyznaję , że odrobinę mnie to odrzuciło od tego zapachu, jednak po zgaszeniu go, zupełnie się zaskoczyłam! :) Stało się tak dlatego, że gdy tea light już się nie palił, a wosk powoli zastygał, to w pomieszczeniu pojawiła się cudowna  lekka otoczka zapachowa. Świeża i delikatna z całą pewnością przyjemna, nie drażniąca ani zbyt mocna. W dodatku, w pokoju unosiła się jeszcze do końca dnia :D

Beach Holiday, to bardzo ładny zapach, ale dla mnie zbyt intensywny, gdy się pali. Jednak z pewnością zapalę go jeszcze raz, by po chwili go zgasić i cieszyć się jego cudownym mydlanym aromatem :)
Według mnie zapach ten spodoba się fanom Beach Walk, Coastal Waters, Drift Away, Turquoise Sky.
Czy Beach Holiday towarzyszył już Wam w leniwe popołudnie, czy może nadal czeka na swoją kolej?



3 komentarze:

  1. Jeden z moich ulubionych zapachów ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze bardzo cieszy mnie to, że Yankee wprowadzając nowe zapachy czerpie z tych wcześniejszych, które zostały wycofane i tworzy coś równie pięknego :D

    OdpowiedzUsuń