wtorek, 21 czerwca 2016

Riviera Escape - Q2 2016 Yankee Candle

Wybrzeże Morza Śródziemnego, to chyba jedna z ulubionych wakacyjnych destynacji europejczyków. Ja oczywiście też się do nich zaliczam :) Miałam okazję kąpać się u wybrzeża Balearów i Morza Jońskiego, ale moją ulubioną częścią Morza Śródziemnego jest ta adriatycka. Oczywiście nie wszyscy za nią przepadają, ponieważ charakteryzuje się raczej skalistym dnem, ale dzięki temu Adriatyk ma taki piękny kolor :D
Właśnie ten letni czas i zbliżające się wakacje uświadamiają mi, że jeszcze  muszę poczekać aż 4 miesiące do swojego wyjazdu:P 
Aby uprzyjemnić sobie ten czas oczekiwania pozostaje mi na razie tylko wspominanie długich spacerów po nadmorskich deptakach Riwiery Makarskiej...
A skoro już wspominam riwierę, to powinnam dopełnić to wspomnienie jakimś adekwatnym zapachem. Mój wybór oczywiście padł na kolekcję Riviera Escape z Q2 2016 i niosący tę samą nazwę wosk.


 Zapach sprawdziłam najpierw na sucho w słoju. Pierwsze i dosyć oczywiste odczucie, to, że zapach jest „morski” czyli nie w moim ścisłym kręgu zainteresowań ;) Mimo to zasługuje, aby go przetestować!
Po odpakowaniu wosku z folii poczułam dosyć intensywny, świeży i odrobinę „mydlany” zapach. Nie zniechęcił mnie, co uznałam za dobrą wróżbę. Riviera Escape sam w sobie wydał mi się dosyć mocny, ale do kominka i tak włożyłam cały wosk (Ostatnio właściwie rzadko mi się zdarza dzielić woski. Może węch mi słabnie, ponieważ jakoś gorzej je czuję...hmm)
Wosk nie potrzebował dużo czasu, żeby być wyczuwalnym. Właściwie wystarczyła odrobina ciepła, by zapach zaczął się uwalniać. Jednak z doświadczenia wiem, że lepiej, aby wosk spokojnie się rozpalał i nabierał mocy niż zachwycać się nim już po pierwszej sekundzie :) Po prostu w późniejszym etapie aromat jest dużo ciekawszy!



Tak też było z zapachem Riviera Escape. Jego pierwsze akcenty wcale mnie nie zaskoczyły. Ot, zwykły świeży, morski zapach. Jakie było moje zdziwienie, gdy wosk już dobrze się rozpuścił i otulił dom przyjemnym kwiatowym i słodkim aromatem, lekkim, jak podmuch ciepłego powietrza znad morza.


Jak już wspomniałam nie pałam wielką miłością do takich aromatów, ale Riviera Escape dzięki nucie kwiatów (ja wyczuwam orchideę i być może delikatną nutę lilii) zupełnie niespodziewanie przeniosła mnie na wypełniony kwiatami taras jakiejś nadmorskiej knajpki :D Ach, przyjemna perspektywa!
Co do intensywności wosku jestem bardzo zadowolona. Zapach okazał się intensywny, ale nie męczący. Był bardzo przyjemnym towarzyszem cały dzień, bo nawet po wygaśnięciu tea light'a obecna była subtelna smuga aromatu.
Jeżeli sięgneliście wcześniej po Beach Walk, Beach Holiday(klik)Turquoise Sky , jak i również Champacę Blossom(klik), a nawet Serengeti Sunset(klik), to polecam Wam gorąco Riviera Escape.




4 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się ten zapach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie miło zaskoczył Riviera Escape czego się nie spodziewałam, bo jak pisałam nie jestem wielką fanką "morskich" aromatów.

      Usuń
  2. Jest to świetny zapach na upały, morski, ale nie taki toaletowy, coś się w nim "dzieje", może dzięki dodatkowi kwiatów. Pachnie właśnie jak letnie popołudnie w nadmorskiej knajpce, gdzie pod płotem kwitną jakieś piękne kwiaty i wieje morska bryza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nie jest to zapach zwyczajnie morski. Skrywa w sobie jakąś słodszą kwiatową nutę :)

      Usuń