wtorek, 4 sierpnia 2015

Madagascan Orchid

Afrykańskich podróży ciąg dalszy...
Ostatnio wygrzewałam się w zachodzącym słońcu Tanzanii nad brzegiem Jeziora Wiktorii, a tym razem odbijam od stałego lądu i dopływam do dzikich plaż Madagaskaru. Przedzieram się przez dżunglę i docieram do urokliwego zakątka pełnego kwitnących orchidei... a przynajmniej tak chciałabym, żeby to wyglądało ;D Nigdy nie zaszkodzi odrobinę oderwać się od szarej codzienności i zawitać do świata fantazji. 
 

Jestem niepoprawną marzycielką i uwielbiam, gdy moje myśli zabierają mnie w dalekie podróże. Często towarzyszą mi w tym zapachy. Niektóre pobudzają moją wyobraźnię, choć zdarzają się również takie, od których dostaję bólu głowy. Jednak tym razem aromaty z kominka zadziałały korzystnie :)
Stało się tak za sprawą zapachu Madagascan Orchid, który wcale nie zachwycił mnie na początku. Właściwie nie miałam co do niego konkretnych odczuć - nie byłam pewna czy ten zapach mi się podoba czy nie. Ale wiecie już, że czasami robię na przekór i właśnie dlatego zdecydowałam się przetestować go jako drugi z kolekcji Out Of Africa. 


Najbardziej w zapachach Yankee Candle lubię to, że czasem potrafią bardzo przyjemnie zaskoczyć!
Pierwsze moje odczucia po powąchaniu Madagascan Orchid w świecy nie były jednoznaczne. Może uznacie, że to dziwne, ale aromat wydał mi się kwiatowo – mleczny. Nie uznałam go też za jakiś specjalnie mocny, dlatego w kominku użyłam całego wosku. Nie byłam pewna, czy mniejsza ilość zapachu będzie odpowiednia do mojego dużego salonu.


Okazała się jednak wystarczająca!
Na aromat nie musiałam długo czekać, bo rozprzestrzenił się bardzo szybko. Gdy tylko dotarł do mojego nosa, odbyłam najpiękniejszą podróż w życiu. Zapach przeniósł mnie w sam środek Madagaskaru. To dziś jest ten jeden jedyny dzień, w którym kwitnie cudownie pachnąca, madagaskarska biała orchidea :D
Znalazłam się w miejscu, do którego nie zawitała wcześniej ludzka stopa i podziwiałam niesamowity spektakl kwiatów, które budzą się do życia. 


Poczułam się niesamowicie, gdy do mojego nosa coraz mocniej docierał głęboki kwiatowy aromat przełamany delikatną mleczną nutą. Pomyślałam sobie, że moje pierwsze odczucia jednak nie były aż tak sprzeczne z tym, jak zapach rozwinął się po odpaleniu :)
Madagascan Orchid dodał mi energii i poprawił humor, mimo że nie miałam złego nastroju tego dnia. Po prostu za sprawą tego zapachu stał się jeszcze lepszy :D


Wydaje mi się, że obecnie w ofercie Yankee Candle nie ma aromatu podobnego do Madagascan, ale polecam go fanom wszelkich egzotycznych, kwiatowych zapachów - Champaci Blossom czy Lovely Kiku, podejrzewam, że przypadłby do gustu również tym, których urzekł wycofany już Camomile Tea.
Choć byłam przekonana, że moim faworytem w całej kolekcji Q3 będzie Serengeti Sunset, muszę przyznać, że Madagascan zdecydowanie odbiera mu palmę pierwszeństwa!
Mnie Madagascan Orchid pozwolił na daleką egzotyczną podróż, a gdzie Was przeniósł ten zapach?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz