środa, 20 kwietnia 2016

My Serenity

Wiosna nam rozkwita! Drzewa się zazieleniają i przedziera się przez nie coraz więcej promieni słońca. Co prawda temperatura mogłaby podskoczyć jeszcze odrobinę w górę, ale wcale nie zniechęca mnie to do spacerów z koleżanką :) Poszłyśmy ostatnio do parku zbadać wszystkie oznaki budzącej się do życia przyrody i chłonąć energię ze słońca. Muszę przyznać, że po długim okresie „szarości” świeci ono wyjątkowo mocno i aż razi w oczy :D Co wcale nie przeszkadza, bo chyba każdy już potrzebuje odrobiny prawdziwego światła.


 Kolejna przyjemna rzecz, to to, że dzień jest już dłuższy. Więc, gdy wróciłam do domu ok. 19, to nadal było jasno, a zachodzące słońce przedzierało się przez okna sufitowe, które mam w salonie. Cała ta aura tchnęła we mnie nową energię i podkusiła do otoczenia się jakimś przyjemnym zapachem.
Udałam się więc do mojego pokoju i sięgnęłam po pudełko z woskami, a z niego wygrzebałam wosk My Serenity, który już jakiś czas temu chciałam przetestować, ale wciąż nie czułam na niego nastroju. Tamtego dnia natomiast poczułam, że moment jest idealny na sprawdzenie czegoś nowego.


Pierwsze moje odczucia co do My Serenity w świecy, to skojarzenie go z zapachem Pink Sands. Oba te aromaty, to połączenia owoców z nutami kwiatowymi, jednak pierwszy z nich czyli My Serenity jest zbudowany na bazie piżma, natomiast Pink Sands na bazie aromatycznej wanilii. Mimo to My Serenity po pierwszym powąchaniu wydał mi się bardzo podobny do Pink Sands(kilka słów więcej o Pink Sands tutaj).
To, co wyczułam w tym zapachu na początku, to delikatny aromat ananasa przełamany subtelną nutą kwiatów z gdzieś głębiej ujawniającymi się cytrusami. Zapach mi się spodobał bardziej niż Pink Sands, bo jest mniej słodki, ale jego kompozycja nie wydała mi się bardzo zaskakująca
Tak czy inaczej przyszła jego kolej na sprawdzenie się przy paleniu ;)
Wosk My Serenity włożyłam do kominka w całości i podpaliłam tea light. Aromat uwalniał się powoli, ale był delikatnie wyczuwalny od samego początku... Niestety nie jestem w stanie opisać jakie były pierwsze jego nuty, ponieważ po odpaleniu go musiałam się zająć czymś innym i zupełnie o nim zapomniałam. Przypomniał mi o sobie dopiero, gdy wróciłam do salonu.
Aromat jaki wyczułam nie był już tak bardzo anansowy. Niósł ze sobą delikatny zapach gruszki przełamany nutami gardenii, za co pewnie odpowiedzialna jest plumeria, której aromat jest nieco zbliżony do gardenii, a w dodatku jest odrobinę brzoskwiniowa. Całość zamknęło białe piżmo, dzięki czemu My Serenity sprawia wrażnie delikatnie perfumowego.


My Serenity jest zapachem raczej średnio mocnym, ale zadowalającym, spokojnie poradziło sobie z pomieszczeniem ok. 60 m kw. Sam zapach jest bardzo ładny i dosyć ciekawy, ale jak już pisałam nie zaskoczył mnie, za to otoczył dom ciepłym wiosennym podmuchem :D Nie będę paliła go w kominku nałogowo i na świecę pewnie się nie skuszę, ale myślę, że będzie jeszcze miał swoją szansę, aby zaistnieć.

A jak Wam się sprawdził My Serenity? Paliliście go już, czy może jeszcze nie mieliście na niego odpowiedniego nastroju?

3 komentarze:

  1. Pink Sands był ciekawy, ale dla mnie trochę za słodki, więc My Serenity powinien mi się spodobać. Mam wosk w zapasach, więc pewnie niedługo go wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My Serenity jest zdecydowanie mniej słodki niż Pink Sands i dlatego mi też bardziej przypadł do gustu :)
      Jak już zapalisz to podziel się wrażeniami :D

      Usuń
  2. Ten zapach jest cudowny :) Uwielbiam go, ale Pink Sands bardziej ;D

    OdpowiedzUsuń