środa, 24 czerwca 2015

Lavender

Czasem mam wrażenie, że jestem zbyt bardzo uzależniona od zapachów :P Nie dość, że spędzam wśród nich cały dzień w pracy, to czasem, gdy odpoczywam już w domu, nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie zapalić jakiegoś wosku w kominku, bądź odpalić jednej z moich świec. 

 
Co prawda nie zawsze tak jest. Bywa, że głowę mam tak pełną aromatów, że więcej nie jest w stanie już przyjąć. Mimo to testy odbywać się muszą i nowe zapachy recenzować trzeba! Dlatego też sięgnęłam ostatnio po nowy lawendowy zapach czyli Lavender, który w przeznaczeniu ma być godnym następcą lubianego przez wielu(mnie również!) French Lavender. 


Zanim jednak o nowym zapachu, kilka słów o poprzedniku. French Lavender znany i lubiany przez wielu entuzjastów lawendy. Jak wiadomo lawendę się kocha albo nienawidzi, chyba, że jest się obojętnym w stosunku do niej, to wchodząc w świat Yankee Candle łatwo się w niej zakochać. Tak też było ze mną i z moją mamą, ale za sprawą dwóch różnych zapachów.
Moja mama nigdy nie lubiła lawendy, więc nawet, gdy wcześniej miałam kominek na olejki, to nigdy nie gościła w nim lawenda, bo aromat mógłby być zbyt drażniący.
Mnie skradł serce właśnie French Lavender, który dla mnie jest lekki i ma w sobie delikatnie męskie nuty zapachowe, które bardzo lubię w perfumach, czy właśnie w świecach. Wielu ludzi, którzy mieli okazję być w Prowansji często sięga po ten zapach, bo właśnie kojarzy im się z pięknymi fioletowymi, pachnącymi polami lawendowymi i chyba ja też przenoszę się w tamte rejony za każdym razem, gdy palę French Lavender. 

 
Lavender testowałam w wosku i zdecydowałam się tylko na połówkę, bo wiem, że lawendowe aromaty są dobrze wyczuwalne. Zazwyczaj, gdy testuje jakieś zapachy, to nie staram się ich na siłę poczuć, tylko czekam aż same zawładną moim zmysłem węchowym. Wystarczyło, że lawendowy wosk dostał odrobinę ciepła i już był całkiem nieźle wyczuwalny. Z czasem aromat uwolnił się do pokoju i otoczył swoim zapachem całą przestrzeń.


Dopiero wtedy Lavender ujawnił całą swoją kompozycję zapachową. Dla mnie to aromat lawendy z dodatkiem świeżego i subtelnego, delikatnie trawiastego wrzosu. Aromat wydaje mi się bogatszy niż we French Lavender i bardziej kwiatowy. Pewnie też ze względu na to spodobał się mojej mamie, bo ona uwielbia zapach dopiero co ściętych kwiatów :)  
Lavender wydaje mi się ostrzejszy niż French Lavender, jednak niczego mu to nie ujmuje wręcz przeciwnie uszlachetnia.
Zapach dosyć długo się utrzymuje. Wosk zapaliłam w południe i palił się ok. 4-5 godz., ale nawet nie zauważyłam kiedy podgrzewacz zgasł, bo aromat był równie wyczuwalny, jak przy paleniu. Następnego dnia rano nadal utrzymywała się lekka otoczka zapachowa. 

 
Gdzie zatem przeniósł mnie Lavender? Otóż okazuję się, że w równie przyjemne miejsce, jednak nieco bliżej niż Prowansja... Mianowicie w czasy dzieciństwa do domu mojej prababci, u której zawsze pięknie pachniało kwiatami w wazonach i drewnianymi meblami(może jestem dziwna, ale lubię zapachy np. stron w starych książkach, lakierowanego drewna, czy farb olejnych :)). 
Mimo wszystko z tych dwóch lawendowych propozycji dla mnie na pierwszym miejscu nadal jest French Lavender, jednak od czasu do czasu skuszę się na Lavender.

 

6 komentarzy:

  1. French Lavender uwielbiam tego nowego zapachu jeszcze nie testowalam, może się skusze ... pozdrawiam Kasia p.s. lubię czytać jak opisujesz zapachy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, cieszę się, że dobrze czyta Ci się moje wpisy :D
      Nawet jeżeli jesteś oddaną fanką French Lavender, to polecam sprawdzić Lavender, bo też całkiem przyjemnie wypełnia otoczenie :)

      Usuń
  2. Zwolenniczką lawendy nie jestem, ale te od Yankee Candle rzeczywiście są wyjątkowe :))
    Ja ostatnio miałam problem z opisami zapachów... otoczka egzaminów nie wpływała zbyt dobrze na moją aormatyczną wyobraźnię :D Ale już jest ok:D

    Super recenzja. Przyjemnie się ją czytało :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dobrze wiem co to znaczy sesja :P Na szczęście ja już pewien etap edukacji wyższej mam za sobą, nastrajam się na kolejne :)
      Mnie właśnie to cieszy, że Yankee Candle, w tak miły sposób pozwala przekonać się do zapachów, które niekoniecznie zajmowały pierwsze miejsce na liście tych ulubionych.

      Usuń
  3. Moim zdaniem Lavender swieca i wosk pachna odrobine inaczej. Wosk jest lagodniejszy, a swieca bardziej przypomina French Lavender z wiekszym dodatkiem ziol.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze Iwona, że o tym piszesz :) Będę musiała przetestować zapach na świecy w takim razie, może spodoba mi się jeszcze bardziej niż sam wosk. Czyli w gruncie rzeczy wychodzi na to, że Lavender jednak będzie całkiem niezłym następcą French Lavender!

      Usuń