wtorek, 1 lipca 2014

Orange Splash :)

Upalne popołudnie, ogród botaniczny. To właśnie tu umówili się na randkę. Nie widzieli się od kilku tygodni - takie są uroki pracy za granicą. Dlatego miejsce spotkania musi być wyjątkowe. A ogród botaniczny wygląda przepięknie o tej porze roku. Spotykają się przed oranżerią. Wielka radość i ulga, że wreszcie są razem. I zapach pomarańczy... Takie moje małe, romantyczne marzenia :). Ale jedna rzecz się zgadza - zapach pomarańczy. Właśnie o nim chciałam dziś trochę opowiedzieć.
Orange Splash wpadł mi w ręce zupełnie przez przypadek. Chciałam zapalić jeden z moich ulubionych zapachów Fruit Fusion, jednak otworzyłam pudełko z woskami i zmieniłam zdanie. Chyba nadeszła pora na kolejny test jednej z nowości :).


Zamykam oczy i wącham wosk. Pomarańcza, nie mam co do tego wątpliwości. Może jeszcze odrobina wanilii, przez co zapach jest trochę landrynkowy. Przypomina mi zapach cukierków Nimm 2. Do tej pory, jeśli mam wybór, wybieram te pomarańczowe. Przyzwyczajenie z dzieciństwa. Początek zapowiada się wspaniale. A jeszcze pogoda za oknem zachęca do chwili relaksu przy jakimś przyjemnym aromacie. 
Po zapaleniu nie mam wątpliwości - to był dobry wybór. Już po kilku minutach intensywny aromat słodkich, dojrzałych pomarańczy wypełnia cały mój pokój. Zapach jest naprawdę niesamowity i bardzo autentyczny. Zupełnie jakbym miała w pokoju drzewo z owocami pomarańczy.
Dużym plusem tego zapachu jest również jego trwałość. Aromat cytrusów pozostaje w pomieszczeniu jeszcze przez kilka godzin. Mimo, że wosk paliłam rano, to jeszcze popołudniu czułam zapach pomarańczy w pokoju. Może nie były już tak intensywne jak podczas palenia, ale nadal je wyczuwałam :).
Orange Splash to moim zdaniem bardzo udana próba zamknięcia aromatu pomarańczy w świecy. Jeśli tak jak ja lubicie  owocowe aromaty, to zachęcam do wypróbowania go w Waszych domach :)

2 komentarze:

  1. dla mojego nosa jest zbyt sztuczny. do przeżycia, ale jednak denerwuje mnie ta chemiczna nuta. tak samo w Sweet Apple, ale tam to już pojechali ostro i po 10 min musiałam gasić kominek. jak dla mnie mało udane są zapachy z Q2.. tylko Black Plum Blossom skradło moje serce. i to bardzo mocno. czaję się na zakup świecy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Black Plum Blossom to również mój ulubieniec. Podoba mi się tak bardzo, że nie potrafię go opisać (dlatego recenzja jeszcze nie pojawiła się na blogu, ale pracuję nad nią :)).
    Kiedyś paliłam wosk, wydawał mi się sztuczny. Ale dałam mu drugą szansę przy zupełnie innej pogodzie i okazał się idealnym wyborem :).

    OdpowiedzUsuń