środa, 29 kwietnia 2015

Relaxing Rituals - Comfort

W trakcie ostatnich zakupów w Candle Room uzupełniałam braki w woskach. W ostatnim czasie często sięgałam po kominek, dlatego też niektóre z zapachów wypaliłam, a chętnie bym do nich powróciła.
Wybrałam kilka ulubionych wosków oraz nowości z serii Q2. 


Zadowolona ze swojego wyboru szłam zapłacić za moje zdobycze, gdy nagle moją uwagę zwróciły woski z kolekcji Relaxing Rituals. Miałam już okazję testować Tranquil, Refresh i Uplift, które całkowicie skradły mi serce. Dlatego też postanowiłam swoje zakupy wzbogacić o jeszcze jeden wosk – Comfort. Zaintrygował mnie kardamon, który podobno jest w tym zapachu, a ja jestem fanką wszelkich egzotycznych przypraw. 


 
Do domu wróciłam dosyć późno, ale nie zniechęciło mnie to by zapalić kominek. Oczyściłam miseczkę z pozostałości poprzedniego zapachowego "umilacza". Ponieważ na sucho Comfort wydał mi się dosyć mocny, włożyłam do kominka tylko połowę wosku. Zapaliłam tea light, wygodnie usadowiłam się na łóżku i czekałam aż zapach wypełni mój pokój. Niestety trochę się zawiodłam... lekka nutka zapachu była wyczuwalna, jednak szybko znikała.
Cóż, trochę się rozczarowałam, ale nie zniechęciłam :) W końcu testy polegają na tym, żeby sprawdzić wszystkie możliwości zapachu. Następnego dnia drugą połówkę wosku umieściłam w kominku, który zapaliłam w salonie. Przy wyjmowaniu tej połówki z folii w nos wpadł mi intensywny aromat kardamonu w towarzystwie subtelnej róży. Uznałam to za dobrą wróżbę, więc podpaliłam tea light...


 Zapach uwalniał się powoli, dzięki czemu nie stał się od razu zbyt intensywny. Z każdą minutą nabierał mocy. Po kilku chwilach mogłam delektować się zapachem :)
Pierwsze nuty, jakie wyczułam, to oczywiście aromatyczny kardamon, do którego po czasie dołączyła róża, nadając mu nieoczywistej subtelności i być może nawet słodyczy. Natomiast cedr, który również jest obecny w tym zapachu, dodał całości wyrazistości.
Zapach rozprzestrzenił się po całym pokoju i przeniósł się na korytarz. Im dłużej się palił, tym jego nuty bardziej się mieszały i uzupełniały. W efekcie miałam wrażenie, że całość stworzyła zapach grzanego wina. To mnie zaskoczyło! Grzaniec kojarzy mi się raczej z goździkami lub imbirem, raczej nie z cedrem i różą. Prawdopodobnie aromat stał się taki dzięki ciepłu, jaki niesie ze sobą kardamon. 

 
Comfort im dłużej się palił, tym głębszy był jego aromat. Uważam, że to połączenie zapachowe posiada również dobrą intensywność – nie jest za mocne, a jednak dość wyraźne.
Zapach bardzo przypadł do gustu mojej mamie i bardzo by chciała, żeby były dostępne świece z tego zapachu. Niestety kolekcja ograniczona jest tylko do wosków. Dlatego chyba będę musiała zaopatrzyć się w ich większą ilość :)


Jak do tej pory kolekcja Relaxing Rituals skradła już cząstkę mojego serca! Został mi jeszcze jeden zapach do przetestowania, ale podejrzewam, że nie zawiedzie mnie tak samo, jak te, które do tej pory miałam okazje sprawdzić.
A czy Wy zwróciliście uwagę na woski z tej kolekcji?

4 komentarze:

  1. Kardamon, róża, cedr ?! To musi być boskie. W ogóle nie znałam tej serii, ciekawy post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Ja odkąd kolekcja się pojawiła całkowicie zakochałam się w jej zapachach, dlatego też gorąco polecam spróbować choć jednego z nich :D
      Aromaty z serii Relaxing Rituals prezentują raczej odmienną gamę zapachową niż klasyczne kolekcje Yankee Candle, ale są równie cudowne!

      Usuń
  2. Omijałam jakoś tę serię, ale chyba sie skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Może wśród kolekcji Relaxing Rituals znajdzie się nowy ulubieniec :D

      Usuń