czwartek, 15 stycznia 2015

Berrylicious

Zdarza mi się mieć ochotę na różne smakołyki, w nieodpowiednie pory roku :) Czasem chciałabym zjeść pomarańcze lub mandarynki w lato, gdzie u nas w Polsce jest na nie pora raczej w zimie, i na odwrót, mam ochotę zjeść np. truskawki czy maliny w zimę. Ostatnio miałam ogromną chęć skosztować borówek albo jakichś jagód, bardziej borówek, bo nasze polskie odmiany jagód bywają czasami zbyt kwaskowate. No , ale niestety pora na te owoce jest zazwyczaj między lipcem, a wrześniem. Teraz borówki byłyby dostępne jedynie wśród tych sprowadzanych do nas, a nie uprawianych w kraju. Tak, więc przez ostatnie dni czułam borówkowo – jagodowy niedosyt!
Tak, wiem pewnie sobie myślicie , że maruda ze mnie... pewnie macie rację :)
Jedynym moim ratunkiem w braku smaku borówki było zagłuszenie kubków smakowych, zmysłem węchu. Jak wiadomo jeden i drugi zmysł nie mogą działać poprawnie bez siebie, dlatego zaryzykowałam i zapaliłam w kominku borówkowy wosk Berrylicious :)


Działałam jednak ostrożnie, żeby jeszcze bardziej nie chciało mi się jeść borówek, dlatego do kominka włożyłam tylko pół wosku. Wąchając wcześniej zapach w świecy bałam się też , że użycie całego wosku mogłoby skutkować bólem głowy, bo Berrylicious wydawał mi się dosyć mocny.
Po niezbyt długim czasie mój pokój zaczął wypełniać się aromatem. Początkowo zapach wydał mi się trochę zbliżony do jagodowego jogurtu, słodki, lekko śmietankowy, delikatny. Później jednak aromat stał się pełniejszy, słodszy, a co za tym idzie mocniejszy. Wtedy też wyczułam w nim nuty bardzo podobne do tych, które znam z Wild Fig, a mianowicie prawdziwą głębię słodyczy :)
Im dłużej Berrylicious się palił, tym zyskiwał na mocy, a przypominam , że użyłam tylko pół wosku. Intensywność tej połówki mogę porównać do intensywności całego wosku z zapachu np. Spiced Orange. To zupełnie inne nuty zapachowe, ale do tej pory myślałam, że Spiced Orange jest bardzo mocny, a tu się okazuje, że zupełnie niepozorny Berrylicious jest równie intensywny.

Im dłużej wosk pachniał, tym bardziej mnie zaskakiwał, a to dlatego, że zaczął nabierać bardziej wytrawnych nut. Spodobało mi się to, że ze słodkiego przemienił się w delikatnie cierpki.
Wosku Berrylicious nie paliłam jednak zbyt długo. Tę połówkę , którą użyłam zgasiłam nim tea light wypalił się do końca. Podejrzewam , że to były mniej więcej dwie godziny. W przypadku tego wosku akurat, ta długość palenia jest w zupełności wystarczająca. Użyłam połowy wosku i nie paliłam go za długo, a mimo to zapach utrzymywał się w moim pokoju jeszcze przez kilkanaście godzin, więc zapach jest naprawdę trwały.


Berrylicious powinien przypaść do gustu fanom, którzy lubią nieco mocniejsze aromaty.

5 komentarzy:

  1. Masz piękny kominek, taki inny i ma głęboki kolor , pasuje do Twojego bloga :) Mój ma kolor identyczny :) Co do treści posta i przedstawionego zapachu to nie miałam jeszcze tego wosku, będę musiała go w końcu powąchać, ale nie lubię ostrych aromatów, także nie wiem czy się polubimy. Chciałabym teraz bardziej z głową kupować zapachy, takie jakie lubi mój nos :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Iriis też bardzo lubię swój kominek :) Co do zapachu, to istotnie jest intensywny, ale można palić go krócej i potem cieszyć się aromatem samego parowania. Ja jeżeli chodzi o zapachy Yankee, to jestem mało asertywna w doborze tylko tych, które są w mojej gamie zapachowej. Zawsze wpadnie mi w ręce coś jeszcze ;D

      Usuń
  2. Lubie ale dla mnie moc ma srednia :D dla mnie kazdy jest salabszy niz bym chciala kocham killery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Monika, to właściwie wszystko zależy od tego, jaki ma się nos :) Według mnie mocne są Cinnamon Stick, Spiced Orange czy właśnie Berrylicious. Poza tym niestety mam wrażenie, że Yankee tak ogólnie decyduje się teraz na nieco delikatniejsze kompozycje zapachowe...

      Usuń