wtorek, 9 września 2014

Jesienne nowości - Cranberry Pear



Całkiem niedawno dotarły do nas świece i woski o zapachu Cranberry Pear. Muszę przyznać, że czekałam na ten zapach! Uznałam, że połączenie słodko – kwaśnej żurawiny z cierpką gruszką może okazać się niepowtarzalne, a zarazem intrygujące. 
Zachęcona Waszymi pytaniami odnośnie tego zapachu, postanowiłam od razu przejść do testowania :).

Moim pierwszym skojarzeniem z tym zapachem był zimny koktajl żurawinowy z odrobiną mięty. Wiem, że jest ono dość ciekawe zważając na to, że w zapachu mięty nie ma. Cóż poradzę – mój nos płata mi różne figle :). Po kolejnej próbie 'rozgryzienia' zapachu, Cranberry Pear wydał mi się cierpki, a jednocześnie znajomy. I kolejny raz moje myśli pobiegły w nieoczekiwanym kierunku – tym razem zatrzymały się przy wiśniowym zapachu gumy balonowej Hubba Bubba. Musicie przyznać, że to dość daleko od aromatu żurawiny. Jednocześnie wyczułam w tym zapachu pewną sztuczność. Nie przypominał mi aromatu owoców, bardzie cukierkową słodycz. 
 

Postanowiłam sprawdzić czy zapach zmieni się po zapaleniu. W kominku umieściłam połowę wosku, podpaliłam tea light i czekałam na owocowe aromaty. Początkowo zapach nie był zbyt wyczuwalny, dopiero gdy wosk w miseczce kominka stał się płynny, poczułam jego delikatną woń. Ciężko mi powiedzieć, który aromat był dominujący. Nie była to ani chrupiąca gruszka, ani żurawinowy sos. Taka słodka kompozycja. Z każdą minutą palenia utwierdzałam się w przekonaniu, że jest to zapach podobny do gumy Hubba Bubba, którą uwielbiam ;). 

 
Zazwyczaj wosk palę przez 4 godziny, czyli dokładnie tyle, ile pali się standardowy tea light. Przez ten czas kilka razy wchodziłam i wychodziłam z pokoju. Zapach unoszący się z kominka był wyczuwalny, ale nie przytłaczający. Jego intensywność pozostawała na takim samym poziomie przez cały czas palenia. I choć Cranberry Pear to zapach, który nie jest bardzo mocny, mogę do zaliczyć do jednego z najtrwalszych. Po paleniu wosku jednego dnia, aromat pozostał w moim pokoju przez kolejne dwa. Według mnie jest to wielka zaleta!


Cranberry Pear to zapach słodki, może odrobinę sztuczny i bardzo trwały. Wydaje mi się, że jest subtelniejszy niż pozostałe żurawinowe zapachy Yankee Candle. Choć spodziewałam się gruszki w eleganckim, może nawet wytrawnym wydaniu, zapach okazał się bardzo słodki. Mimo że wyobrażałam go sobie inaczej, okazał się bardzo ciekawy. Z pewnością do niego wrócę. A czy Wy mieliście już okazję wypróbować ten zapach?

5 komentarzy:

  1. Mmm zapowiada się super zapach;) Będę musiała koniecznie spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli lubisz słodkie i owocowe zapachy, Cranberry Pear powinien Ci się spodobać :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem,jak w wosku,ale odpaliłam go w słoju i zapach jest piękny. Pachnie od pierwszej chwili, jest bogaty w oleje aromatyczne,jak żaden inny,podszyty zapachem igliwia zmieszanego z żurawiną.Przypomina mi mocniejszą wersję....Happy Christmas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To racja zoya , że w słoju zapach ma niepowtarzalną żurawinową moc:) Muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie skojarzeniem z igliwiem i rzeczywiście po zagłębieniu się w aromat też wyczuwam lekką leśną nutkę :P
      Natomiast w wosku zapach jest delikatniejszy, gruszka z żurawiną tworzą idealnie wyważoną kompozycję.

      Usuń