czwartek, 14 maja 2015

Pink Grapefruit

Zawsze, gdy mam wolny dzień i nie muszę nigdzie się spieszyć, czegoś załatwiać, to lubię usiąść sobie w wygodnym miejscu i poczytać książkę. Teraz dodatkowo mnie cieszy to, że pogoda pozwala już na dłuższe przebywanie na dworze :D
Biorę więc dobrą lekturę pod pachę, wychodzę do ogrodu i siadam na ławeczce, która stoi przed domem :) Cóż, muszę przyznać, że nigdy nie podejrzewałabym, że tak zwyczajnie spędzony czas może sprawiać tyle przyjemności...


Wolne dni dla mnie, to jednak nie tylko błogie leniuchowanie, ale również okazja do palenia w kominku ulubionych zapachów bądź testowanie tych, które całkiem niedawno zagościły na sklepowych półkach. Lubię łączyć przyjemne z pożytecznym, więc przy okazji czytania postanowiłam wypróbować jeden z zapachów, których jeszcze nie miałam okazji testować. Na mój cel obrałam Pink Grapefruit, czyli zapach wprowadzony w tym roku specjalnie na walentynki.  
Hmm... pojawił się jednak pewien problem, a mianowicie, gdzie ustawić kominek, żeby zapach był dobrze wyczuwalny? Ławka, na której siedziałam stoi pod oknem do mojego pokoju, więc doszłam do wniosku , że najlepszym miejscem będzie parapet od wewnętrznej strony pokoju. Tego dnia było dosyć ciepło, więc okno na szczęście mogło być otwarte cały dzień :) Przy okazji zapach mógł rozprzestrzenić się też w pokoju, więc ma to swoje dodatkowe korzyści.
Nie byłam pewna, czy mój plan się powiedzie, bo jak wiadomo wiatr lubi rozpraszać zapachy, a tego dnia delikatnie wiało... Tak czy inaczej włożyłam wosk do kominka i podpaliłam tea light. 


Na zapach długo nie czekałam, ponieważ po dosłownie kilku minutach pojawił się lekki owocowy aromat. Miał w sobie słodkie, ale i nieco kwaskowate nuty. Niósł ze sobą aromat świeżo wyciśniętego soku z grejpfruta, z odrobiną goryczy jakiej nadaje mu skórka. Od razu skojarzył mi się z jednym z moich ulubionych przysmaków. Mianowicie z pokrojonym grejpfrutem posypanym odrobiną cukru. Mmm... smaczna i dodająca energii przekąska, ale przede wszystkim skutecznie gasząca pragnienie :) Wosk tak smakowicie pachniał, że aż zapragnęłam skosztować prawdziwego grejpfruta!


Wosk palił się ok. 5 godz. i w tym czasie wypełnił swoim aromatem  cały mój pokój i wyczuwalny był także przed domem, więc stwierdzam, że test intensywności zdał na 5 :D
Podsumowując stwierdzam, że Pink Grapefruit, to zapach, który z pewnością będzie stałym bywalcem mojego kominka i mimo że nie kupiłam go, ani nie paliłam w walentynki, to skradł mi serce.
A czy Wy mieliście już okazję palić ten zapach, czy może wciąż czeka na swoją kolej?

6 komentarzy:

  1. Jakie masz piękne miejsce, które daje Ci chwile wytchnienia :)

    A pink grapefruit jest naprawdę piękny i wcale nie taki gorzki jak się wydawać mogło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, też bardzo lubię swój ogród :)
      Rzeczywiście Pink Grapefruit okazał się pysznie słodki! :D

      Usuń
  2. Jest tak realny jak sam owoc, bardzo lubię i też niedawno recenzowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ma taki zapach, że skutecznie pobudza kubki smakowe:)

      Usuń
  3. Ja się jednak zawiodłam :( jednak nie po drodze mi z cytrusami od Yankee Candle :( większość pachnie mi taką chemią do czyszczenia szyb czy odświeżaczami do powietrza, Myslałam, że może grejfrutowi się uda, a wyszło jak wyszło i mam teraz problem co zrobić z resztą wosku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bywa, jeżeli chodzi o cytrusowe zapachy Yankee. Kilka razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że np. Sparkling Lemon czy Citrus Tango są delikatnie "łazienkowe". Być może w Pink Grapefruit jest podobna nuta, która niektórym może się niekoniecznie podobać.
      Jeżeli nie wiesz co zrobić z kawałkiem wosku, możesz przeszukać różne fora internetowe. Czasem zdarzają się takie, na których zapachowi fani wymieniają się nawet używanymi świecami czy woskami :D Polecam sprawdzić na Facebooku

      Usuń